Falanga wybrał nowy klub. „Odrzuciłem dwie oferty”

Nie minęło dużo czasu, a Falanga po raz kolejny gości na Portalu ISQ. Porozmawialiśmy między innymi o jego decyzji, w którym klubie wystartuje w kolejnym sezonie. Zapraszamy do zapoznania się z rozmową.

Aszotek (Portal ISQ): Całkiem niedawno był z Tobą wywiad na Portalu, a tu tyle nowych okoliczności, że trzeba zrobić kolejny. Ale zaczniemy nietypowo: wiesz, że po ostatnim, Igła kilka dni zachodził w głowę, czy to on był tym tajemniczym prezesem klubu, z którym rozmawiałeś o ISQ?

Falanga (zawodnik Rycerzy Zodiaku, od sezonu 15 Champions Team): Czyli pewnego rodzaju tajemniczość ma swoje plusy (uśmiech). Ale po tym, gdy ukazały się składy na All Star, maska trochę się odsłoniła i Igła mógł zająć się jakimiś pożyteczniejszymi rzeczami (uśmiech).

To fakt, to jedna z tych tajemnic, która ujrzała światło dzienne. Druga to Twoja przynależność klubowa na nowy sezon. Ale zanim o tym, to taka moja obserwacja – uważam, ze byłeś niezwykle „łakomym kąskiem”, bo rzadko zdarza się by debiutant od razu osiągał tak dobre wyniki. To świadczy o ogromnej wiedzy, bo przeważnie tylko tacy sobie radzą od samego początku. Widzę u Ciebie pod tym względem wiele analogii do VanPraaga. Zgodzisz się z tym?

Zacznijmy od tego, że VanPraag jest dużo lepszy ode mnie, a w pozostałych kwestiach rzeczywiście jesteśmy dość podobni. Nie idziemy na kompromis, albo wygrywamy biegi, albo zbieramy szpryce od wszystkich pozostałych żużlowców (uśmiech). Pod tym względem mamy niemal identyczne statystyki w lidze. Zwyczajnie, mamy pewną wiedzę o żużlu, za to gorzej spisujemy się przy samej klawiaturze. W wielu więc przypadkach, tak jak wspomniałem, treść pytania oznacza dla nas, że albo złapiemy trójkę, albo dopiszemy sobie zero. Co do pozostałych kwestii, to nie znam go aż tak dobrze – w zasadzie to w ogóle – by dokonywać jakichś innych porównań. Zaś wracając do początku pytania, byłem łakomym kąskiem, nie tyle z uwagi na osiągnięcia, ile bardziej dlatego, że – jak przypomniałem w poprzednim wywiadzie – najłatwiej rozbiera się spadkowicza. Przypuszczam, że gdybym był zawodnikiem każdej innej drużyny, nie dostałbym tylu ofert, ile dostałem.

Myślę, że chodziło bardziej o potencjał, a ten jest ogromny. Bierzesz sobie za cel na nowy sezon jeszcze lepszą średnią? Czy ISQ zmobilizowało Cię, by jeszcze mocniej poszerzać swoją wiedzę o speedwayu?

Nie, nie stawiam sobie żadnych celów jako takich. Moim najpoważniejszym celem jest sprawdzenie swojej wiedzy o speedwayu – z tego biorą się wyniki. Czy będą one zadowalające, czy przełożą się na sukcesy drużynowe, jak i indywidualne, to już inna rzecz i nie zawsze zależąca ode mnie. Co do drugiej części pytania, nie ukrywam, że jakoś chętniej przeglądam sobie różne książki i częściej surfuję po angielskiej Wikipedii. Zdaję sobie jednocześnie sprawę, że nie ja jeden.

No dobrze, to zanim wprost ujawnimy Twój nowy klub, to powiedz – myślisz, że będzie Was stać na medal w sezonie 15?

Nie znam jeszcze składów innych drużyn (uśmiech). Z poczty pantoflowej wiem, że co najmniej jedna ekipa, która ten sezon zakończyła na odległym miejscu, będzie w kolejnym dużo silniejsza. Ja chcę punktować jak najlepiej i jeśli przełoży się to na medal, byłoby fajnie, bo na walkę o takowy na pewno będzie nas stać.

Ale wiesz, jacy quizowicze będą Twoimi nowymi kolegami z drużyny (uśmiech)?

Wiem, że potencjał jest. Tylko, że potencjał to nie wszystko. Zawsze istnieje możliwość, że niejeden mecz skończę w stylu „0,1,0,-,-” a drużyna przegra dwoma punktami. Nie można być aż tak zadufanym w sobie, by nie brać tego pod uwagę.

Takie wyniki to w tym sezonie raczej domena Twojego przyszłego trenera (uśmiech).

Czyli zawsze może być tak, że komuś przytrafi się słabszy dzień. Były w tym kończącym się sezonie takie mecze w RZ, gdzie punktowali inni, a ja nie bardzo. Niczego nie wykluczam.

To myślę, że mamy już wystarczająco poszlak, by większość się domyśliła, ale powiedz, jaki to będzie zatem klub? I jak dużo ofert miałeś?

Odrzuciłem dwie oferty klubów pierwszoligowych, zrezygnowałem także ostatecznie z jazdy w drugiej lidze i wybrałem Champions Team.

Tak naprawdę jesteś chyba pierwszym zawodnikiem, który jest oficjalnie prezentowany co do zmian barw klubowych na nowy sezon. A czyją zmianę barw klubowych w prawdziwym żużlu przeżyłeś najmocniej?

Raczej żadną. Za młodego, gdy żużel traktowało się bardziej emocjonalnie, nikt z mojego klubu raczej nie odchodził, zaś w bardziej dorosłym życiu, gdy człowiek nabrał już sporego dystansu do tego wszystkiego, nie bolały już żadne transfery, bo nie zdołałem się przywiązać do żadnego żużlowca…

Koledzy z Rycerzy przyjęli Twoją decyzję ze zrozumieniem?

Chyba tak. Piotrek napisał praktycznie wprost, żebym sobie nie zawracał głowy drugą ligą, a reszcie zespołu wyjaśniłem, że przy tym poziomie pytań w drugiej lidze (mam na myśli niewielką ilość pytań o ostatnie dekady XX wieku i praktycznie brak takowych w kwestii głębszej historii speedwaya) tak naprawdę nie byłoby ze mnie wielkiego pożytku i czasem to ja mógłbym się stać zawodnikiem drugiej linii, którego łatwo można zastąpić. Tutaj niestety nie obowiązuje zasada, że „w pierwszej lidze było 1,6 na bieg, więc w drugiej poleci 2,0 albo i lepiej”. W odróżnieniu od realnego sportu, tutaj jest trochę inaczej.

Wspomniałeś o tym, że jeden ze słabszych zespołów poważnie wzmacnia się przed nowym sezonem. Ty też mogłeś być elementem tej układanki?

Nie. Akurat tamta drużyna nie złożyła mi oferty.

Mówimy ciągle o przyszłym, ale ten jeszcze się nie skończył. Kogo typujesz do trójki medalistów DM ISQ oraz IM ISQ?

W kwestii drużynowej jest to chyba prostsze – w pierwszej trójce znajdą się najpewniej FT, BAD i DD. Co do rozgrywek indywidualnych, powiedzmy sobie jasno, jest to loteria. Owszem, są zawodnicy, którzy się wyróżniają, ale i im może powinąć się noga i oni mogą trafić na pytania, przy których polegną. A wyznacznikiem tego, z jak bardzo wyrównanym poziomem mamy do czynienia, był dla mnie osobiście półfinał IMP, w którym uczestniczyłem. Po czterech seriach doszło do niesamowitej sytuacji, gdzie między zawodnikami na czwartym a szesnastym miejscu były zaledwie dwa punkty różnicy. I w wielu turniejach mamy do czynienia z podobnymi rzeczami. Nie sposób zatem tak naprawdę wytypować pierwszej trójki.

Tobie półfinał ewidentnie nie wyszedł. Chyba trochę szkoda, bo w finale pytania powinny Ci raczej podpasować?

A tego to już nie wiem i nigdy się nie dowiem, bo finału nie będę mógł zobaczyć. Co zresztą oznacza, że w przypadku awansu i tak do gry najpewniej wszedłby rezerwowy. A gdybać sobie możemy. Na przykład, że po wylosowaniu numeru 4 pobiłbym się o medal a po przydzieleniu numeru 5, zająłbym zaszczytne ostatnie miejsce. Dużo zależałoby od szczęścia przy doborze pytań.

Ty chyba nie sędziowałeś jeszcze żadnych zawodów? Przymierzasz się do tego?

Sędziowałem tylko treningowo. Chodzi mi po głowie organizacja jakiegoś turnieju towarzyskiego z motywem „Tylko Pięć Jeden” i wtedy musiałbym się przebrać za Igłę, ale czas pokażę, czy to zorganizuję.

Quiz traktujesz typowo hobbystycznie, bez potrzeby rozwijania znajomosci na żywo, czy jesteś otwarty na poznanie quizowiczów w realnym świecie? A może kogoś już znasz?

Różne znajomości mogą okazać się całkiem fajne, ale prawdę mówiąc, nie jest to dla mnie żadnym priorytetem. Nie znam „na żywo” nikogo z Quizu i pewnie nie poznam, bo od dłuższego już czasu nie jeżdżę na wyjazdy, więc okazja do poznania kogoś jest niewielka. No chyba, że Igła wpadnie kiedyś na wódkę przed meczem (uśmiech).

Przed meczem to mogłoby mieć ciekawe konsekwencje dla sędziowania (uśmiech). Myślę, że tym sympatycznym akcentem możemy zakończyć rozmowę. Dzięki i powodzenia!

Również dzięki!

Rozmawiał Aszotek.