Kategoria: Internet Speedway Quiz

Dobre wyniki zaowocowały transferem. „Liczę, że się sprawdzę”

Dla Vaikaia sezon ’15 był debiutanckim w Internet Speedway Quiz. Dobre wyniki w 2. Lidze zaowocowały szybko angażem w roli „gościa” w Red Sox, a na kolejny rok rozgrywek „Czerwone Skarpetki” będą już bazowym klubem tego gracza.

Cinek: Półfinały 2. Ligi za nami. Drużyna SMS-u do ostatniego biegu rywalizowała o to, by awansować do finału i sprawić ogromną niespodziankę. Duży czujecie niedosyt w związku z porażką w dwumeczu z Black Sox?
Vaikai: Niedosyt zawsze jest, kiedy się przegrywa. W tym przypadku może jest odrobinę mniejszy, bo zrobiliśmy wszystko, co w naszej mocy, żeby oszukać przeznaczenie. W pierwszej półfinałowej odsłonie mocno nacisnęliśmy Black Sox i można było liczyć, że pękną, jednak niestety dla nas pokazali oni stalowe nerwy i odmienili na swoją korzyść losy rywalizacji. Nie bez problemów, co może sprawiać nam satysfakcję. Niespodzianki to sól sportu i nawet jeżeli po raz tysięczny kolejny Dawid pokonuje kolejnego Goliata, to jest to fajne, jednak cały urok takich wyników jest w tym, że nie pojawiają się one często. Szkoda, że tym razem się nie udało, ale głowy mamy podniesione. Wstydu nie było, a takich testów obciążeniowych jak tych od nas, drużyna Black Sox w tym sezonie nie zaznała.

Zaskakująco mocno rozpoczęliście pierwszy mecz z Czarnymi Skarpetkami, co pozwoliło wam objąć prowadzenie i nie oddać go do samego końca. W czym tkwiła wasza recepta na tak mocne otwarcie?
Kombinacja odpowiednich pytań oraz formy liderów drużyny. Cinek i Rafał bardzo dobrze się czuli w pytaniach o U24 Ekstraligę, która pozwoliła nam przywieźć cenne trójki. Ja ze swojej strony starałem się niczego nie zepsuć i dorzucać punkty ze spisu, żeby przywozić kolejne biegowe zwycięstwa. Niestety, mimo że ostatnio trochę o tej U24 Ekstralidze czytałem, to jednak w mojej pustej głowie niewiele zostało i polegałem tylko na spisie. Dodatkowo w dwóch moich biegach przegrywaliśmy 1:5 i miałem już trochę ciepło, że koniec końców ten mój spis niewiele da. Na szczęście końcówka już lepiej wyglądała z mojej strony, a równa forma liderów dała nam upragnione zwycięstwo.

Ta wygrana z Black Sox dała wam takiego kopniaka przed rewanżem? To, że w głowach siedział rewanż, to jest pewne, ale to was napędzało, czy jednak trochę ciążyło?
Ja ze swojej strony na pewno nie czułem obciążenia. Lekki stresik mam zawsze w ISQ, ale tylko na sekundy przed moim biegiem, zanim sędzia rzuci pytanie. Takie pozytywne napięcie. Wygrana w pierwszym półfinale pokazała, że nie jesteśmy zbieraniną chłystków, tylko fajną drużyną, która przy odpowiednich okolicznościach potrafi napsuć krwi i dziabnąć faworyta. W rewanżu nie było co kalkulować – pozostało nam pojechać jak najlepiej, kąsać Black Soxów i liczyć, że ten kapitał zebrany w pierwszym meczu albo powiększymy, albo w najgorszym przypadku pozwoli nam przezimować do finału. Ostatecznie niewiele zabrakło, więc nie można powiedzieć, że przewaliliśmy naszą wygraną na głupoty jak ci wszyscy zwycięzcy loterii, dla których „szóstka” to był wstęp do bankructwa.

Pozostaje chyba tylko żałować, że ten sezon się kończy, bo złapaliście wiatru w żagle.
To prawda, trochę szkoda, że ligowa przygoda się już kończy. Niby to było aż pięć miesięcy rozgrywek, ale na tyle fajnie to wszystko wyglądało, że zleciało to dla mnie tak szybko jak pięć tygodni albo i krócej. Wiatr w żaglach na pewno był, ale ciężko powiedzieć czy faktycznie poszlibyśmy za ciosem. Na pewno coraz fajniej to wyglądało i myślę, że przy dobrych wiatrach, treningach spisu i poszerzaniu wiedzy rozhulalibyśmy tę łajbę na poważnie.

Ty ze swoich wyników ligowych jesteś zadowolony?
W dziesięciostopniowej skali to by chyba była piątka z minusem. Tych trójek przywiozłem bardzo mało, ale tego się spodziewałem, bo nigdy nie byłem szaleńczo zainteresowany żużlem jako dyscypliną – bardziej jako regularny kibic mojej drużyny i ligi, w której w danym sezonie jechała. Reszta zawsze była obok mnie i jakoś tego mocniej nie śledziłem, przez co mam pewne luki w wiedzy. W sumie tak prawdę powiedziawszy, to bardziej pasuje określenie, że żużel w mojej głowie to jedna wielka luka, z okazjonalnymi wyspami wiedzy. Dodatkowo startowanie w ISQ uświadomiło mi, że jedna rzecz to tę wiedzę mieć, a druga umieć z niej skorzystać w trakcie biegu.

Niestety często niektóre sezony, nawet te niedawne, zlewają mi się w jeden i takie pytania typowo encyklopedyczne, że żużlowiec X odniósł taki i taki sukces w roku Y, to niewiele mi pomaga, te lata strasznie mi się zacierają w głowie. Trochę szkoda, bo bardzo lubię wszelkiego rodzaju quizy. Z drugiej jednak strony, to spis mi całkiem nieźle wychodził – udało mi się przywieźć trochę więcej dwójek niż jedynek, aczkolwiek chciałbym, żeby te proporcje były jeszcze korzystniejsze na rzecz dwójek. Uczucia mam mieszane, ale kilka momentów satysfakcji miałem, szczególnie dwie trójki, które udało mi się przywieźć w pierwszej lidze jako gość w Red Sox.

Notabene moja średnia w pierwszej lidze jest lepsza niż w drugiej, co jest trochę paradoksalne. W każdym razie to wszystko pozwala mi myśleć, że może nie jestem taki najgorszy i przy trafionym pytaniu jestem w stanie pokazać coś więcej niż tylko niezły spis.

Jest mecz, który z jakiegoś powodu szczególnie mocno utkwił ci w pamięci?
Z meczów to na pewno styczniowy pojedynek z Silver Sox w barwach SMS, który wygraliśmy 65:25. Ten mecz był niemal nierealny, wszystko zagrało u nas idealnie i ciężko mi sobie wyobrazić drużynowo lepszy mecz. Praktycznie każde pytanie nam pasowało i pojechaliśmy bardzo równo jako drużyna. Najgorszy wynik to było 10+3 Scotta w sześciu startach, więc pokazaliśmy wtedy jazdę z innej planety. Inny mecz, który bym wskazał to pojedynek w barwach Red Sox przeciwko Champions Team – przywiozłem dwie trójki i zrobiłem najwięcej punktów w drużynie razem z Boskim (nie licząc bonusów).

Totalna anomalia i podejrzewam, że nieprędko coś takiego będę w stanie powtórzyć. Zresztą w całym tym meczu więcej punktów przywiózł jedynie Masterek. Podejrzewam, że to był totalnie jednorazowy wystrzał z mojej strony, ale bycie nawet ten jeden raz lepszym niż tacy wymiatacze jak Witek, Jessup, Styrcu czy Igor, to dla mnie spore osiągnięcie. A z pobocznych wspomnień tego sezonu to na jednym CT Cup wygrałem bieg, gdzie udało mi się wyprzedzić Kaspera w pytaniu o Konrada Kurtza. Niby tylko jeden bieg, o którym Kasper pewnie zapomniał 5 minut później, ale dało mi to trochę radości.

Staram się zawsze szukać pozytywów i choć na tle reszty zawodników w ISQ moja wiedza jest jedna z najmniejszych, to nadal ta zabawa potrafi dostarczyć wielu emocji i satysfakcji.

Nie sposób nie zapytać, co dalej. W środowisku mówi się, że opuścisz drużynę SMS-u i w przyszłym roku pojedziesz w nowej drużynie. Coś więcej na ten temat?
Pierwszy sezon w ISQ bardzo mi się spodobał. Cała koncepcja quizu jak i organizacja jest super. Co prawda pytania mogłyby być łatwiejsze, ale trudne też są dobrą nauką. Co do moich startów w przyszłym sezonie, to jeżeli Witek i Styrcu nie zmienią zdania, to będę kontynuował przygodę w barwach Red Sox, w których już miałem okazję startować jako gość. Nie wiem, czy będę wielkim wzmocnieniem, ale liczę, że się sprawdzę jako zaplecze drugiej linii i będę uzupełnieniem dla liderów.

Nowym klubem ma zostać zespół z 1. Ligi. Czujesz się na siłach, by zawiesić sobie wyżej poprzeczkę?
Tak jak mówiłem wyżej – w lidze wyżej paradoksalnie miałem lepszą średnią niż w drugiej lidze, ale nie ma się co oszukiwać – pytania w pierwszej lidze to jest czasem kosmos. Chociaż dzięki temu być może rośnie rola spisu. Przy łatwiejszym pytaniu dobrą odpowiedź mogą znać dwie osoby, więc takiemu spisywaczowi zostaje maksymalnie jedynka, natomiast gdy wszyscy spisują po tej jednej osobie, która zna odpowiedź, to jest szansa na dwójkę. Na pewno występy jako gość pokazały mi, jakie mam braki, nadal nie jestem pewien czy uda mi się je nadrobić, ale na pewno się postaram.

A jeśli regulamin dałby ci zielone światło na starty w roli gościa w 2. lidze, to widzisz się dalej w drużynie SMS-u?
Jeżeli SMS będzie istniał w następnym sezonie a wraz z nim druga liga, to na pewno chciałbym startować jako gość w SMSie. Drugi poziom rozgrywkowy jest dla mnie bardziej naturalnym terenem niż rywalizacja najlepszych, więc siłą rzeczy chciałbym mieć możliwości startu na łatwiejszych pytaniach – w końcu nadal mimo wszystko jestem quizowym żółtodziobem.

Moje subiektywne TOP5 (5) – rafas

W ostatnim czasie wystartował na Portalu ISQ cykl “Moje subiektywne TOP 5”. W nim zawodnicy Internet Speedway Quiz mają za zadanie przedstawić swoich pięciu ulubionych żużlowców oraz uzasadnić w kilku zdaniach każdy z tych wyborów. Komu kibicowali, kibicują lub nadal będą kibicować uczestnicy ISQ? A może komu kibicowaliby gdyby urodzili się trochę wcześniej? Na czyich występach i wynikach najbardziej im zależy? Kogo uwielbiają oglądać na archiwalnych nagraniach? Z kim mają najlepsze żużlowe wspomnienia? Tego będziecie dowiadywać się w tym oraz kolejnych odcinkach. Zapraszamy do śledzenia.

W piątej odsłonie cyklu zawodnik Ghost Academy – rafas.

5. Mariusz Puszakowski – prawdopodobnie najbardziej znany żużlowiec, który pochodzi z mojego rodzinnego powiatu 😉 Na pierwszy rzut oka statystyki i osiągnięcia nie robią wrażenia na przeciętnym kibicu. Od lat juniorskich musiał ostro walczyć o miejsce (konkurentami byli np. R. Kościecha, T. Chrzanowski). Gdy jednak znalazł się już w składzie meczowym, to dał się poznać jako świetny startowiec. Szczególnie pamiętam mecz przeciwko Sparcie Wrocław w 2005 r., myślę że również pamięta go dobrze Krzysztof Słaboń 😉 W późniejszych latach Mariusz zszedł do niższej klasy rozgrywkowej. Przypuszczam, że kibice z Grudziądza, Lublina, Łodzi czy Krosna dobrze wspominają „Puzona”. Po zakończonej karierze jest ceniony w środowisku, pracował m. in. jako członek teamu K. Buczkowskiego.

4. Mark Loram – początki mojego aktywnego zainteresowania żużlem to czas, gdy Anglik był zagranicznym liderem Apatora. Zawsze waleczny, zostawiał serce na torze. Należał do światowej czołówki. Nie był liderem drużyny, który co mecz „kręci się” koło kompletu punktów, ale zawsze jeździł równo i solidnie. Ta równa forma pozwoliła mu zdobyć tytuł IMŚ w 2000 r. mimo, że nie wygrał żadnej pojedynczej rundy SGP! (chyba jedyny taki przypadek w historii cyklu). Co ciekawe lubiłem go nawet wtedy, gdy Anioła na plastronie zamienił na Gryfa 😉

3. Ryan Sullivan – trafił do Apatora jako zastępca „Loramskiego” i szybko wygryzł go ze składu (wówczas drużyny pierwszoligowe miały jednego obcokrajowca). Uwielbiałem go już od pierwszego meczu na torze w Rzeszowie. Jemu również wybaczam epizod w Bydgoszczy, nie gniewam się nawet za kilka sezonów we Włókniarzu 😉 Po powrocie do Torunia w 2007 r. był liderem i najbardziej pewnym punktem drużyny. Mecz o brąz na stadionie Falubazu w 2012 r., ostatni bieg i ostatni łuk w wykonaniu Ryana to jeden z najbardziej epickich momentów w historii toruńskiego żużla.

2. Darcy Ward – wszelkie słowa są zbędne. Mam jedno wspomnienie – jadąc do Bydgoszczy na Derby Pomorza w 2009 r. mocno rozkminialiśmy z kumplami, czy aby na pewno młodziak (17 lat) poradzi sobie w takim meczu. Ówczesny debiutant szybko nas wyjaśnił zdobywając 7 punktów i pokonując dwukrotnie Emila Sajfutdinowa (wówczas już światową gwiazdę) na jego torze! Banalne jest stwierdzenie, że speedway stracił wiele po kontuzji Darky’ego. Jednak sam często łapię się na rozmyślaniach, co by było gdyby w 2015 r. podpisał kontrakt w Toruniu, ile miałby już medali IMŚ i jak wyglądałyby jego pojedynki z Bartkiem Zmarzlikiem…

1. Jan Ząbik – gdy zacząłem interesować się żużlem, to Pan Jan był już trenerem. O jego karierze zawodniczej tylko słyszałem od starszych i czytałem, polecam świetną książkę autorstwa Daniela :). Dla mnie postać legendarna. Przez długie lata kariery nie schodził poniżej solidnego poziomu. Jeździł w lidze angielskiej. Jako trener wychował wiele pokoleń toruńskich żużlowców. Oczywiście wprowadził w świat żużla swojego syna Karola (jedyny nasz wychowanek z tytułem IMŚ, pewnie na długo takim pozostanie…). Jan Ząbik był przy klubie podczas wielu ważnych wydarzeń w historii klubu – awans do I ligi DMP, pierwszy medal DMP, później pierwsze złoto, przeplatanka lat gorszych i lepszych na przełomie stuleci. Nawet podczas krótkich rozmów Pan Jan dał się poznać jako przyjaźnie usposobiona osoba. Nie dziwię się, że młodzież lgnęła do takiego trenera.

Finał na remis

Remisem 45:45 zakończył się pierwszy mecz finałowy II ligi. W ekipie Rycerzy Zodiaku najlepszy był PiotrekSL (17), a w Black Sox liderem był mk (15).

Rycerze Zodiaku – 45:
9. PiotrekSL 17+1 (3,3,3,3,1,0,3,1*)
10. yaras 14+2 (1,2,1,2*,2,2,2*,2)
11. HalfGoose 6 (3,0,0,-,3,w,0)
12. BomberAŻ 2+1 (1,1*,-,-,-,-,-)
13. Misiowy 6+1 (2,1*,1,2)
14. mariano 0 (0,0)

Black Sox – 45:
1. Pirek 11+2 (2,1*,1*,3,3,1,-,0)
2. Tusia 0 (0,0,-,-,-,-,-)
3. Hucik 8+2 (0,2,2*,1,-,2*,1)
4. mk (G) 15 (2,3,2,0,2,-,3,3)
5. Frano (G) 3 (0,3,0)
6. Kwiti 8 (3,1,0,3,1)

Bieg po biegu:
1. PiotrekSL, Pirek, yaras, Tusia ……..4:2
2. HalfGoose, mk (G), BomberAŻ, Hucik ……..4:2 (8:4)
3. PiotrekSL, Hucik, Pirek, HalfGoose ……..3:3 (11:7)
4. mk (G), yaras, BomberAŻ, Tusia ……..3:3 (14:10)
5. PiotrekSL, mk (G), Pirek, mariano ……..3:3 (17:13)
6. Kwiti, Hucik, yaras, HalfGoose ……..1:5 (18:18)
7. PiotrekSL, yaras, Hucik, mk (G) ……..5:1 (23:19)
8. Pirek, Misiowy, Kwiti, mariano ……..2:4 (25:23)
9. HalfGoose, mk (G), PiotrekSL, Frano (G) ……..4:2 (29:25)
10. Pirek, yaras, Misiowy, Kwiti ……..3:3 (32:28)
11. Frano (G), Hucik, Misiowy, PiotrekSL ……..1:5 (33:33)
12. Kwiti, yaras, Pirek, HalfGoose (w) ……..2:4 (35:37)
13. PiotrekSL, yaras, Kwiti, Frano (G) ……..5:1 (40:38)
14. mk (G), Misiowy, Hucik, HalfGoose ……..2:4 (42:42)
15. mk (G), yaras, PiotrekSL, Pirek ……..3:3 (45:45)

Sędzia: Osvald
Technik: PiotrekSL

I Liga: TOP6+ półfinałów

Zawodnicy nominowani w półfinałach najwyższej klasy rozgrywkowej w 15 sezonie ISQ. 

TOP6 półfinałów:

  1. Kasper (Dobre Duszki) – 10+2 (3,0,2*,3,2*) & 14 (3,3,2,3,3)
  2. PeeR (Champions Team) – 11+1 (2,2,1*,3,3) & 11+2 (2,1*,2,2,3,1*)
  3. Speed (Dobre Duszki) – 12 (3,3,0,3,3) & 10 (0,2,3,3,2)
  4. Lowigus (Dobre Duszki) – 12+1 (2*,3,3,1,3) & 9+2 (3,1*,3,2*,w)
  5. Vanpraag (Fajrant Team) – 9+2 (1*,3,0,3,2*) & 11 (0,3,2,3,3)
  6. MasTereK (Champions Team) [G] – 7+1 (2,2*,1,1,1) & 3+1 (1*,w,1,0,1)

+Spisywacz półfinałów:

  • Igła (Champions Team) – 4 (0,0,2,2,0) & 8 (2,2,0,2,2)

+Guzdrała półfinałów:

  • Rudolf (Buoni Fantasmas) – 5 (-,2,3,w,0) & 5 (2,0,0,3,0)

Autor: Osvald

II Liga: TOP4+ półfinałów

Zawodnicy nominowani w półfinałach najniższej klasy rozgrywkowej w 15 sezonie ISQ. 

TOP4 półfinałów:

  1. Igła (Champions Team II) [G] – 14 (3,3,0,3,3,-,2) & 14+1 (3,1*,-,3,3,1,0,3)
  2. Cinek (SMS ISQ) – 21 (3,3,3,3,3,3,3,w) & 15 (3,2,2,0,1,3,2,2,0)
  3. mk (Black Sox) [G] – 5 (0,0,-,-,3,w,-,2) & 22+1 (3,3,3,2*,3,2,3,3)
  4. vaikai (SMS ISQ) [D] – 8+3 (2*,1,1,w,2*,-,2*) & 13+1 (2,2,1*,2,2,0,2,2)

+Spisywacz półfinałów:

  • vaikai (SMS ISQ) [D] – 8+3 (2*,1,1,w,2*,-,2*) & 13+1 (2,2,1*,2,2,0,2,2)

+Guzdrała półfinałów:

  • Mariano (Rycerze Zodiaku) – 0 (0,0) & 2+1 (0,0,w,-,2*,-,-)

Autor: Osvald 

Duszki w euforii. „Najwyższy czas zdetronizować mistrza”

Ekipa Dobrych Duszków po dwóch półfinałowych zwycięstwach z Buoni Fantasmas zameldowała się w Wielkim Finale. Tam czeka już na nich Fajrant Team, a więc zespół, który w tamtym roku stanął na przeszkodzie do zdobycia upragnionego złota. Czy tym razem podopiecznym Wojtasa uda się wziąć rewanż na drużynie prowadzonej przez Plonka? M.in. o to zapytaliśmy gorąco po wczorajszym meczu głównych aktorów widowiska.

Misi: „Dobre Duszki w finale! Przede wszystkim dzięki fantastycznemu występowi w pierwszym meczu półfinałowym ale i w drugim udało się postawić „kropkę nad i” i pokazać, że drużyna zdecydowanie zasłużyła na awans. Miałeś jakieś wątpliwości przed rewanżem?”

Wojtas: „Po pierwszym meczu byłem prawie pewny awansu. Jednak z tyłu głowy, siedziała cały czas myśl, że skoro była możliwa nasza wysoka wygrana w pierwszym meczu, to równie dobrze taki wynik mogłoby wykręcić BF. Jednak zbudowany postawą zespołu w sezonie ze spokojem przyglądałem się rewanżowej potyczce.”

Misi: „Finał to powtórka z zeszłorocznych zmagań. Wtedy się nie udało, co tegoroczne Duszki mają, a czego zabrakło w poprzednim sezonie by zawiesić na szyi złoty medal?”

Wojtas.: „Myślę, że po prostu zabrakło szczęścia. W zeszłym roku było naprawdę blisko. Do końca walczyliśmy o złoto. Jesteśmy zespołem, który stać na wygranie ligi i zrobimy wszystko co w naszej mocy, aby tak się stało.”

Misi: „Dwa wyraźne zwycięstwa Dobrych Duszków w meczach półfinałowych, można chyba stwierdzić że rywal Wam odpowiadał?”

Lowigus: „Trafiliśmy na BF po tym jak Fajranci zdecydowali się walczyć z CT. Jak się okazało nasz dwumecz był zdecydowanie mniej zacięty, właściwie z przebiegu meczów były to chyba najłatwiejsze dla nas spotkania w tym sezonie. Cieszę się również z mojej postawy w tych meczach, w końcu coś drgnęło i zacząłem wygrywać wyścigi.”

Misi: „Jak ocenisz szanse BF w starciu o brązowy medal z CT? Która z drużyn będzie faworytem?”

Lowigus: „Ciężko mi ocenić obecna formę BF… Na pewno po pierwszym meczu półfinałowym, w którym wszystko nam wychodziło rywale byli rozbici i na rewanż nie mieli już zbyt dużej motywacji. CT z kolei walczyło do ostatniego wyścigu o finał i mało brakowało by się tam znaleźli. Morale w CT są więc chyba na wyższym poziomie, wydają się być też szybsi jako zespół. Gdybym miał jednak oceniać wiedzę poszczególnych zawodników to stawiam na BF. Dużo zależeć więc będzie od tego jakie pytania zostaną przygotowane na te pojedynki.”

Misi: „Świetne półfinały w wykonaniu Duszków! Po pierwszym meczu finalista był raczej znany, ale należało zachować koncentrację do końca. Czy to DD było tak szybkie i skuteczne, czy też BF wpadło w dołek formy?”

Kasper: „Absolutnie nie lekceważyliśmy naszego rywala, który posiada w składzie bardzo mocnych i szybkich zawodników. Mogłoby się wydawać z boku, że przewaga 31 punktów jest uspokajająca, ale nie takie powroty żużlowy światek widział. Dlatego utrzymywaliśmy skupienie i koncentrację, co zaowocowało pewnym zwycięstwem, i to pomimo braku jazdy Wojtasa. Nie powiedziałbym, że BF jest w dołku formy, bo przecież weszli do play-off z wysokiej lokaty. Powiedziałbym, że to my jesteśmy mocni i rozkręcamy się w miarę zbliżania się do decydujących rozstrzygnięć.”

Misi: „Można by rzec, że im bliżej finałowych starć w lidze, tym Kasper przywozi więcej punktów. Forma eksplodowała w najlepszym momencie, ale jak oceniasz szanse całego zespołu w finale z Fajrant Teamem? Weźmiecie rewanż za poprzedni sezon?”

Kasper: „Jechałem dziś z chorobą, może to jest klucz do sukcesu? Szybkie pisanie (bez literówek!) połączone z błyskawicznym kojarzeniem zaowocowało najlepszym występem w tym sezonie w moim wykonaniu. Życzyłbym sobie, by forma się utrzymała, ale przeciwnik jest z najwyższej półki. Najwyższy czas zdetronizować mistrza i przywdziać koronę. Zrobimy wszystko, by tak się stało!”

Misi: „Brawo, pokazaliście moc w półfinale, czy Fajranci mają się czego obawiać?! Rewanż za poprzedni sezon zapowiada się wyśmienicie…”

Speed: „Mam po półfinałach umiarkowany optymizm. Ciężko mi ocenić czy niespodziewanie wysoki wynik dwumeczu to faktycznie nasza zwyżka formy czy też jednak niemoc rywala. Buoni Fantasmas to świetna drużyna, lecz w pojedynkach derbowych ewidentnie się gubią. Szczególnie pierwszy mecz był przedziwny, wszystkie stykowe sytuacje rozstrzygaliśmy na swoją korzyść, a 14 trójek to chyba rekord ligi. Jestem jednak przekonany, że BF stoczą zacięty bój o medal z CT i życzę im sukcesu. Fajrant Team to najlepszy zespół w lidze jednak również im zdarzają się wpadki, a doskonała postawa CT w rywalizacji półfinałowej o mało nie wyrzuciła ich z walki o złoto. Mamy w pamięci zeszłoroczną rywalizację. Też nie byliśmy faworytem, lecz stoczyliśmy pasjonującą walkę do ostatniego biegu sezonu. Postaramy się pokazać nasze walory.”

Misi: „Czy planujesz jakieś specjalne przygotowania przed finałem?”

Speed: „Przygotowania rozpisał już trener. Ja zaczynam w najbliższą sobotę od szusowania z hałdy w Bogdance. Żeby z FT też było z górki.”

Dobre Duszki w finale

Dobre Duszki dopełniły formalności. W rewanżowym półfinale I ligi DD pokonało Buoni Fantasmas 50:40. Liderem zwycięskiej ekipy był Kasper (14), a po stronie BF najlepszy był Daniel (11).

Dobre Duszki – 50:
9. Misi 4+1 (0,0,2*,2,0)
10. Speed 10 (0,2,3,3,2)
11. Kasper 14 (3,3,2,3,3)
12. Magik 2+1 (2*,0,0,0,-)
13. Lowigus 9+2 (3,1*,3,2*,w)
14. brindel 10+2 (1,2,2*,2*,3)
15. Wojtas 1+1 (1*)

Buoni Fantasmas – 40:
1. Rudolf 5 (2,0,0,3,0)
2. Leigh 8 (1,3,1,0,3)
3. Wazzup 5+1 (1*,2,0,0,2)
4. hN 9+3 (2*,1*,1,3,1,1*)
5. ŁukaszWroński 2 (0,1,-,-,1)
6. Daniel 11 (3,3,1,1,1,2)

Bieg po biegu:
1. Kasper, Rudolf , Wazzup, Misi ……..3:3
2. Lowigus, Magik, Leigh, ŁukaszWroński ……..5:1 (8:4)
3. Daniel, hN, brindel, Speed ……..1:5 (9:9)
4. Kasper, Wazzup, hN, Magik ……..3:3 (12:12)
5. Leigh, brindel, Lowigus, Rudolf ……..3:3 (15:15)
6. Daniel, Speed, ŁukaszWroński, Misi ……..2:4 (17:19)
7. Lowigus, brindel, hN, Wazzup ……..5:1 (22:20)
8. Speed, Misi, Leigh, Rudolf ……..5:1 (27:21)
9. hN, Kasper, Daniel, Magik ……..2:4 (29:25)
10. Rudolf , Misi, hN, Magik ……..2:4 (31:29)
11. Kasper, brindel, Daniel, Leigh ……..5:1 (36:30)
12. Speed, Lowigus, Daniel, Wazzup ……..5:1 (41:31)
13. Kasper, Wazzup, hN, Misi ……..3:3 (44:34)
14. brindel, Daniel, ŁukaszWroński, Lowigus (w) ……..3:3 (47:37)
15. Leigh, Speed, Wojtas, Rudolf ……..3:3 (50:40)

Sędzia: Slayu
Technik: Wojtas

Grand Prix Spisu Buoni Fantasmas dla Kaspera

Kasper wygrał w II rundzie Grand Prix Spisu, którego organizatorem było Buoni Fantasmas. W finale A pokonał on Vaikaia, Kwitiego i PeeRa.

Grand Prix Spisu Buoni Fantasmas

1. (8) Kasper 10+3 (2,3,2,3)
2. (5) Vaikai 10+2 (3,1,3,3)
3. (18) Kwiti 10+1 (3,2,3,2)
4. (15) PeeR 10+0 (2,3,2,3)
5. (3) Strc 9+3 (3,3,1,2)
6. (10) Plonek 8+2 (3,1,3,1)
7. (4) Wojtas 8+1 (2,3,1,2)
8. (20) Misiowy 8+0 (2,0,3,3)
9. (11) hN 6+3 (0,1,2,3)
10. (13) Cinek 6+2 (3,0,3,0)
11. (12) Falanga 5+1 (2,1,0,2)
12. (14) Igor 6+0 (1,3,0,2)
13. (2) Witek 4+3 (1,2,1,0)
14. (16) Misi 5+2 (0,2,2,1)
15. (6) Rudolf 5+1 (1,2,1,1)
16. (9) Tusia 5+0 (1,2,2,0)
17. (19) RDrabiniok 1+3 (1,0,0,0)
18. (1) Bosky 2+2 (0,0,1,1)
19. (7) Eryk 2+1 (0,1,0,1)
20. (17) Magik 0+w (0,0,0,0)
21. (21) 21 NS
22. (22) 22 NS

Bieg po biegu:
1: STRC, Wojtas, Witek, Bosky
2: VAIKAI, Kasper, Rudolf, Eryk
3: PLONEK, Falanga, Tusia, hN
4: CINEK, PeeR, Igor, Misi
5: KWITI, Misiowy, RDrabiniok, Magik
6: KASPER, Misi, Plonek, Bosky
7: IGOR, Witek, Eryk, Misiowy
8: PEER, Tusia, Vaikai, RDrabiniok
9: STRC, Kwiti, hN, Cinek
10: WOJTAS, Rudolf, Falanga, Magik
11: MISIOWY, Tusia, Bosky, Igor
12: CINEK, Kasper, Wojtas, RDrabiniok
13: KWITI, hN, Strc, Eryk
14: PLONEK, Misi, Rudolf, Magik
15: VAIKAI, PeeR, Witek, Falanga
16: VAIKAI, Kwiti, Bosky, Cinek
17: HN, Wojtas, Misi, RDrabiniok
18: MISIOWY, Igor, Rudolf, Tusia
19: KASPER, Strc, Plonek, Magik
20: PEER, Falanga, Eryk, Witek
Finał E: RDRABINIOK, Bosky, Eryk, Magik (w)
Finał D: WITEK, Misi, Rudolf, Tusia
Finał C: HN, Cinek, Falanga, Igor
Finał B: STRC, Plonek, Wojtas, Misiowy
Finał A: KASPER, Vaikai, Kwiti, PeeR

Sędzia główny: Rudolf, hN
Sędzia techniczny: Witek

Brutalne zderzenie z I Ligą. „Różnica jest horrendalna”

RDrabiniok w tym sezonie ścigał się na obu ligowych frontach. Rybniczanin przyznaje, że mocno odczuł różnicę między pierwszą ligę, w której bronił barw Red Sox, a drugą, gdzie reprezentował SMS ISQ.

Cinek: Sezon ligowy dla Red Sox oraz SMS dobiegł już końca. Jak podsumowałbyś swoje występy w lidze w barwach obu drużyn?
RDrabiniok:  W obu przypadkach pozostał pewien niedosyt. W Red Sox wszyscy liczyli na fazę play-off, zaś w SMS-ie apetyt rósł w miarę jedzenia. Po pierwszym z półfinałów przez głowę przewinęła się myśl o wygraniu całych rozgrywek. Szybko jednak ten pomysł został nam wybity z głowy.

W 1. Lidze jesteś przedostatnim zawodnikiem wśród tych sklasyfikowanych, z kolei w 2. Lidze w TOP 10. Jak dużą różnicę odczuwasz pomiędzy pierwszą a drugą ligą?
Różnica pomiędzy 1. a 2. Ligą jest horrendalna. Mój przypadek jest tego dość idealnym przykładem. Na niższym szczeblu rozgrywkowym jestem w stanie punktować na dobrym poziomie, zaś w Red Sox każdy zdobyty przeze mnie punkt, zarówno przeze mnie jak i pozostałych był traktowany niczym z kategorii niespodzianek.

Większą satysfakcję sprawiają ci wyniki w pierwszej lidze, gdzie jednak mimo wszystko masz średnią niewiele ponad punkt, czy w drugiej, gdzie zdobywasz praktycznie dwa razy więcej?
Jeśli mam być szczery to zdecydowanie jazda w barwach SMS-u. Wyniki szły w parze z głową w dobrą stronę, co przekładało się na kolejny dobry występ. W 1. Lidze natomiast gdy podchodzisz do biegu ze świadomością, że i tak nie znasz odpowiedzi, to nie ma to zbytniego sensu. Gdyby nie ludzie z drużyny to z pewnością bym odpuścił starty na tym szczeblu już podczas sezonu.

Czego twoim zdaniem zabrakło Red Sox, by znaleźć się w play-offach?
Pewnie nikogo nie zaskoczę, ale punktów w tabeli (śmiech). Red Sox w kończącym się już sezonie miał jeden problem. Sinusoidalna forma całego zespołu. Liderzy nie potrafili się razem „wstrzelić” w dane spotkanie i tych punktów zabrakło w ostatecznym rozrachunku. Swoje też zrobiły literówki, lecz te w ISQ są czymś naturalnym. Niestety w naszym przypadku często były one w liczbie więcej niż ta, która dopuszczone jest regulaminowo.

SMS z kolei zaskoczył pozytywnie i był bliski sprawienia bardzo dużej niespodzianki, czyli awansu do finału Ligi. Czujecie niedosyt?
Zdecydowanie. Tak jak wcześniej mówiłem po meczu, w którym byliśmy gospodarzami i udało nam się zwyciężyć różnicą aż 11 punktów, najwyraźniej poczuliśmy się zbyt pewnie. Dostaliśmy lekcję pokory od BS – chociaż jeśli mam być szczery to samego mk i tyle. Pozostaje nam jednak wyciągnąć z tego lekcję na przyszłość, by pozostać skupionym do ostatniego biegu.

Przyzwyczaiłeś kolegów do tego, że punktujesz solidnie, często na poziomie w okolicach piętnastu punktów. Co się stało w rewanżu z Black Sox, że nagle punktów było tylko pięć?
Nie chciałbym, by to było jakiekolwiek wytłumaczenie, ale mój występ w rewanżu do samego końca stał pod ogromnym znakiem zapytania. Niestety luty po raz kolejny nie okazał się być dla mnie zbyt łaskawy pod względem zdrowia. Okres grypowy dopadł tym razem i mnie, a na domiar złego pojawiły się dość duże problemy z gardłem. Z takiego combo nie mogło wyniknąć nic dobrego.

Masz taki niedosyt, że tych twoich punktów brakło?
Wiadomo, że tak. Przez niemal cały sezon to właśnie ja z Cinkiem wzięliśmy na swoje barki odpowiedzialność za wynik całej drużyny. Tym razem na moje miejsce wskoczył Vaikai, lecz z trzema indywidualnymi zwycięstwami nie mogliśmy myśleć o niczym pozytywnym. Należy jednak pamiętać, że na końcowy wynik nie składa się dyspozycja jednego, czy dwóch zawodników, a czterech.

Sezon powoli zbliża się ku końcowi. Jak wstępnie podsumowałbyś go w takim ogólnym swoim wykonaniu, nie takim stricte ligowym?
Dla mnie ostatni sezon był poligonem doświadczalnym. Regularna styczność z najlepszymi zawodnikami oraz liczne występy w SMS-ie i turniejach. Na pewno czasu nie zmarnowałem i mam nadzieję, że to w przyszłości zaprocentuje.

Któryś mecz ligowy lub turniej z jakiegoś powodu zapadł ci szczególnie w pamięci z tego sezonu?
Tu wybór mógł być tylko jeden. Zdecydowanie jest to mecz pomiędzy Red Sox a Champions Team z 10. kolejki i słynna afera Jessupa. Content w trakcie pojedynku, jak i po jego zakończeniu okazał się być dość gówniany, lecz to właśnie takie mecze najmocniej zapadają w pamięci.

A czy jest jakaś impreza, z której czujesz ogromny niedosyt, bo czułeś, że stać cię na więcej?
Zawody, które polegają na spisie. W przeciwieństwie do innych jest to turniej, gdzie każdy ma równe szanse, a nie liczy się wiedza. Zawsze czułem się w tym dość dobry, lecz moje umiejętności szybko zostały zweryfikowane. Pozostają mi jeszcze kolejne rundy GP Spisu, gdzie mam nadzieję, że pokaże się z lepszej strony niż podczas inauguracyjnych zawodów.

Na koniec nie sposób nie zapytać, co dalej. Jakie plany startowe na kolejny sezon? Rozmawiałeś już ze sztabem Red Soxów na temat swojej przyszłości?
Nie przywykłem do zmian, więc jeśli nie stanie się nic nieoczekiwanego, a sztab będzie dalej chętny to pozostanę w Red Sox. Czekamy jeszcze na końcową wersję regulaminu na przyszły sezon, by ponownie poszukać jazdy w niższej lidze. Gdyby się udało pozostać w SMS-ie, to byłbym jednak zadowolony.

Moje subiektywne TOP5 (4) – RavLit

W ostatnim czasie wystartował na Portalu ISQ cykl “Moje subiektywne TOP 5”. W nim zawodnicy Internet Speedway Quiz mają za zadanie przedstawić swoich pięciu ulubionych żużlowców oraz uzasadnić w kilku zdaniach każdy z tych wyborów. Komu kibicowali, kibicują lub nadal będą kibicować uczestnicy ISQ? A może komu kibicowaliby gdyby urodzili się trochę wcześniej? Na czyich występach i wynikach najbardziej im zależy? Kogo uwielbiają oglądać na archiwalnych nagraniach? Z kim mają najlepsze żużlowe wspomnienia? Tego będziecie dowiadywać się w tym oraz kolejnych odcinkach. Zapraszamy do śledzenia.

W poprzednich dwóch odcinkach swoje piątki przedstawiali Bosky, Vanpraag oraz Bili.

W czwartej odsłonie cyklu były zawodnik zespołów Crazy Outsiders oraz Gib Skład. – RavLit.

5. Tomasz Piszcz – chłopak z mojego osiedla, więc musiał się tutaj znaleźć, może bez wielkiego talentu, ale z ogromną ambicją i chęcią walki. Zaczynał w okresie, gdy w Lublinie nie było dosłownie niczego dla liderów, a on jako nastolatek na łatanym sprzęcie musiał zrobić coś z niczego, aby ktokolwiek go dostrzegł. Gdy zaczął się wybijać w drużynie, zrobiono „wielkie show”, gdy sponsorzy zakupili dla niego dwa motocykle, które potem zajeżdżał cały sezon. I chyba właśnie stabilności finansowej zabrakło, żeby osiągnąć coś więcej niż starty na zapleczu, bo znacznie częściej jeździł w klubach z problemami niż z sukcesami.

4. Grigorij Łaguta – są ludzie, którzy są stworzeni tylko do jednej rzeczy i tak jest chyba właśnie z najstarszym z Łagutów. Gdyby nie jazda i wyścigi, trudno go sobie wyobrazić w „standardowym życiu”, a jego zachowanie poza torem można, co najwyżej, zbyć uśmiechem politowania. A tak naprawdę niewiele zabrakło, żeby w ogóle ktokolwiek o nim pamiętał, bo jako junior prawie w ogóle nie startował przez konflikty z klubami i zawieszenia federacji. Jednak jego panowanie nad motocyklem, połączone z brakiem hamulców w głowie powoduje, że jest to zawodnik, którego bardzo przyjemnie się ogląda, zwłaszcza na torach, które pozwalają na dużą porcję szaleństwa.

3. Emil Sajfutdinow – kiedy w 2006 r. Polonia Bydgoszcz sprowadzała do siebie 17-letniego chłopaka, może i w Polsce niewiele osób o nim słyszało i można było mówić, że to inwestycja z dużą dozą ryzyka. Ale w Rosji, każdy średnio interesujący się żużlem kibic wiedział, że to jest zdecydowanie największy talent od czasów sukcesów sowieckich żużlowców w latach 60- i 70-tych. Nie mając ukończonych 16 lat został warunkowo dopuszczony do ligi rosyjskiej, będącej wtedy na dużo wyższym poziomie niż obecnie, i uzyskał średnią biegową 2,28. Jego akcje do dzisiaj można sobie wyszperać na youtubie, gdy po przegranym starcie mija kolejnych rywali raz z lewej, raz z prawej. I do pewnego momentu wszystko się zgadzało, ale „tylko” trzy brązy IMŚ, to jak dla mnie gigantyczne rozczarowanie. Zabrakło chyba „fokusa na targecie”, tak jak miał Rickardsson, Nielsen czy chociażby Artiom Łaguta. Dla mnie to jednak niewykorzystany potencjał.

2. Janusz Kołodziej – jeśli miałbym wskazać topowego polskiego zawodnika, z którym najchętniej bym się utożsamiał to właśnie tarnowianin. Talent jest, praca jest, waleczność i kultura na torze jest, kultura poza torem jest, głowa też jak najbardziej się zgadza. Zaczynał gdy w Unii była bida z nędzą, ale mimo wszystko zdołał się wybić. Gdy przyjechał pierwszy raz do Lublina na jakieś zawody juniorskie widać było, że sprzęt nie bardzo, umiejętności trochę jeszcze brakuje, ale jak się nie połamie to jest szansa, że wyjdzie na ludzi. A potem w Tarnowie zrobiło się eldorado i mimo że dosyć szybko się skończyło, to tamtejsi kibice w większości też pewnie podzielają moją opinię, że chodziło się „na Kołodzieja”. A teraz w Lesznie pewnie też jest podobnie, bo tego zawodnika, niezależnie od stawki meczu i warunków torowych po prostu bardzo przyjemnie się ogląda.

1 Jerzy Mordel – są ludzie, którzy całe życie chcą zabłysnąć, a wszyscy szybko o nich zapominają, są ludzie, którzy chcieliby być całe życie w cieniu, a zostają legendą. W historii lubelskiego żużla „Ojciec” jest liderem tylko w klasyfikacji odjechanych sezonów. Więcej punktów zdobył Kępa, sukcesy indywidualne, nic rzucającego na kolana, przywiązanie do klubu, no cóż… liczba opuszczonych spotkań przez konflikty z działaczami, oj spora. Gdzie nie spojrzeć brakuje argumentów, ale w głowach lubelskich kibiców, którzy pamiętają jeszcze czasy przed Michelsenem, to Mordel ma największy sentyment, mimo że wcale o to nie zabiegał. Ale to z jednej strony był on ostatnim symbolem starych czasów Nielsena, który przez wiele lat ciągnął kibiców przez dno drugoligowej tabeli, sprawiała że na długo przed końcem kariery tak został wszystkim w głowach, a z drugiej ta niesamowita otoczka, mentora drużyny, który zawsze stoi obok, osoby publicznej, która stroni od mediów, sportowca, którego styl życia wielokrotnie sportowy nie był. Wypowiadając w Lublinie przy piwku zdanie „kiedyś to był żużel” ma ono twarz Jurka Mordela.