Citas kończy karierę. „Mało mam frajdy ze spisywania zawodników, których widzę pierwszy raz”

W czwartek odbędzie się turniej pożegnalny Citasa. Grudziądzanin przez większość kariery związany był z Champions Team, ale piękną kartę zapisał też w historii Red Sox. Zapraszamy do rozmowy z Citasem, którą przeprowadził Aszotek.

Aszotek: Na początek powiedz nam – pamiętasz swój pierwszy mecz żużlowy, na którym byłeś? Jak zaczęło się Twoje zamiłowanie do speedwaya? Rodzice, czy bardziej podwórko?

Citas: Od razu takie trudne pytania? O wiele łatwiej byłoby mi wspomnieć o pierwszym meczu wyjazdowym. Ja na żużel chodzę odkąd pamiętam. Pierwsze mecze, co do których mam pewność, że byłem, miały miejsce w roku 1994 z drużynami ze Świętochłowic i Rybnika. Jednak już wtedy sporo ogarniałem, ale nie wiem, czy było to spowodowane wcześniejszą obecnością na jakimś meczu, czy notorycznym oglądaniem żużla w lokalnej telewizji, nagrywaniem meczów na VHS i kilkukrotnym oglądaniem w kolejnych dniach. Myślę, że jedno i drugie. Zatem z dużą dozą prawdopodobieństwa można przyjąć, że na żużlu pojawiłem się po raz pierwszy już rok wcześniej, czyli w 1993. Nie muszę chyba odpowiadać na drugą część pytania, bo podwórko raczej nie ma takiego wpływu na czteroletniego brzdąca.

To kto w tym 1994 roku był Twoim idolem? Bo domyślam się, że dwa lata później to Billy Hamill był tym ulubieńcem. Generalnie z perspektywy lat, masz jakiś swój ulubiony sezon pod kątem składu drużyny?

W 1994 roku bez dwóch zdań Piotr Markuszewski. Później oprócz Hamilla był też Dados. Na pewno z sentymentem wracam do składów z lat 90-tych gdzie o sile stanowili w dużej mierze wychowankowie, obcokrajowców było mniej, a ci, co jeździli, to robili za mega gwiazdy. Także na pewno skład z 1998 roku był takim, z którym się można było identyfikować. Z ostatnich lat to ciężko mi się z którąś drużyna w pełni identyfikować, bo nie przepadam za Artiomem Lagutą czy też Antonio Lindbackiem.

Identyfikowanie się z drużyną to dla Ciebie pewnie tym bardziej ważna sprawa, że nie jesteś „kanapowym” typem kibica. Ile zaliczyłeś do tej pory wyjazdów? Jaki był ten pierwszy, a który wspominasz najlepiej? Może masz w podorędziu jakąś wyjazdową anegdotę?

Wyjazdów było około 50. Nie mam policzonych wszystkich. Pierwszy to był Gdańsk 2004. Miło wspomina się te wygrane – pierwszy wygrany wyjazd, na którym byłem, to Gniezno 2011 i akcja Buczkowskiego na wagę jednego punktu w ostatnim biegu. Wygrane derby też świetnie smakują. Na szybko jakąś anegdotę? Raczej ciężko coś wymyślić. Może to, że nie lubię jeździć do Wrocławia. Ponieważ pani Krystyna Kloc zawsze coś wymyśli. A to trzeba iść przez jakieś błota na sektor, a to sobie wymyśli, że jednak nie otwiera sektora gości. Poza tym sektor przyjezdnych jest tam iście bydlęcy, jedyny gdzie nie można kupić piwa, mimo iż  panuje tam istny mikroklimat.

Internet Speedway Quiz potrafił kiedykolwiek wywoływać w Tobie takie emocje, jak prawdziwy speedway?

Nie. Zdecydowanie inny poziom emocji. Jedno to zwykły zabijacz czasu, a drugie pasja. Realna obecność innych osób obok potęguje emocje. Dlatego też o wiele bardziej lubię wyjazdy, gdy wokół są praktycznie wyłącznie osoby mi znane.

To co Cię tak ujęło w ISQ, że bawisz się już tyle sezonów?

ISQ to przyjemny zabijacz czasu. Dzięki tej grze też poznałem sporo osób. ISQ raczej spaja naszą znajomość, bo dużo bardziej zależy mi na wszystkim, co jest wokół. Pogaduchami – głównie na Messengerze z ludźmi z CT, ale i luźnymi rozmowami na czacie czy też forum. No i moje wyniki świadczą o tym, że raczej nie wzbudza to we mnie emocji.

A jakie były Twoje początki? Dzięki komu dowiedziałeś się o quizie, kto Cię kaperował do drużyny?

O ISQ przeczytałem w 2003 roku w wakacje, wszedłem na jeden sparing i tyle. Następnie w roku szkolnym rozmawiałem o tym z Ryniakiem, a potem w ferie zimowe sporo sparingów odjechaliśmy z Kleczesiem. Tak się zaczęło. Potem już samo poszło. Kontrakty w poszczególnych ligach. Myślę, że jeśli miałbym wskazać jedną konkretną osobę, która na dobre mnie wciągnęła w zabawę, to byłby to Klecześ.

Czy to Klecześ skierował Cię do Champions Team, w którym utknąłeś już na dobre?

Klecześ mnie skierował do FMW, skąd droga do CT była prosta.

No właśnie, FMW, czyli Free Manager World. Mało kto o tym wie, ale swego czasu to tam właśnie było źródło kultowych tekstów Raphiego i Frosta. Chyba do dzisiaj wspominacie z pewną nostalgią te czasy?

Oj, bardzo. Zdarza nam się z Michałem powspominać te piękne czasy. Tyle kultowych wątków, tyle złotych klawiatur w jednym miejscu. Tyle kwiecistych postów, tyle wzajemnych oskarżeń. Kłótnie z wyzwiskami od najgorszych by później razem się wódki napić.

O Champions Team zawsze mówiło się jako o zespole dość zamkniętym, w tym znaczeniu, że ekipa jest mocno zgrana i nowemu może być ciężko zrozumieć na początku panujące w grupie specyficzne poczucie humoru. Jednak w tym sezonie do zespołu dołączyły nowe twarze w osobie Veronka i Speediego. Dali radę odnaleźć się w tej specyficznej atmosferze?

Michał znał nas już znacznie wcześniej. Myślę, że wiedział, na co się pisze, Kamil zdecydowanie się wpasował. Może jednak to my się zestarzeliśmy i już też ta nasza atmosfera jest trochę mniej specyficzna i bardziej akceptowalna dla przeciętnego człowieka niż 10 lat temu.

W parze z atmosferą nie idą jednak wyniki.

A kiedy my ostatnio robiliśmy dobre wyniki?

Kiedyś zdarzało się zdobywać medale podobnym składem.

A wtedy nie było przypadkiem Daniela i Frosta u nas? To sezon 08 bodajże.

Był jeszcze sezon bez nich, kiedy mieliśmy w drużynie Bartassa, nawet o tym nie wiedząc.

No a sezon później spadliśmy z takim samym składem. W takim razie musimy przyjrzeć się wynikom z wspomnianego sezonu 08, przeanalizować kto zanotował regres, wyciągnąć wnioski i rozliczyć winnych.

Przecież wszyscy wiemy, kto jest winny. Levis dostał wspaniałą szansę wyprowadzenia drużyny na szczyt, a swoim zamordyzmem spowodował, że ostatecznie klub był czerwoną latarnią ligi.

No, a niektórzy w drużynie twierdzą, że trener jest wspaniały.

A mówiąc poważnie, jak to się stało, że trenerem został Levis, a nie Ty lub Igła, czyli osoby ze znacznie dłuższym stażem w CT?

To akurat jest łatwe, jako jedyny się zgodził. Inni twierdzili, że nie podołają czasowo. Dostał też szansę odpokutowania swoich dawnych win.

Krótkie pytanie, ale oczekuję dłuższej odpowiedzi. Dlaczego kończysz z ISQ?

Bo sama rywalizacja nie sprawia mi przyjemności. Mało mam frajdy w spisywaniu zawodników, których widzę pierwszy raz, a inni dają odpowiedzi po 3 sekundach. Do tego jak byłem regularnym zawodnikiem, to czułem się w jakimś stopniu zobowiązany do obecności na meczu, a wobec piętrzących się obowiązków i innych tematów, postanowiłem z czegoś zrezygnować. Padło na ISQ.

Myślisz, że w nowym sezonie koledzy z drużyny będą w stanie dostosować się do tego kosmicznego poziomu, jaki mamy obecnie? Czy nadal będą przegrywać mecz za meczem?

Myślę, że dadzą radę. W tym roku ewidentnie zabrakło przygotowania fizycznego. Jednak bardzo się cieszę, że mogliśmy się sprawdzić na tle lepszych rywali. Myślę, że możemy być dumni z podjętej walki, ten sezon należy traktować jako ogromną naukę. Nie chcę się też skarżyć na pozasportowe aspekty, ale myślę, że powinno się w kilku sytuacjach sprawdzić, kto faktycznie szybciej nacisnął enter, bo to, że czat pokazał różnice czasowe rzędu 0,03 sekund, to zupełnie o niczym nie świadczy. Do tego odświeżenie wiedzy. Przejrzenie starych wyników, pisanie pytań i efekty przyjdą. Średnią o około 0,3 każdy jest w stanie podnieść. To da 9 punktów więcej w meczu.

Macie dość międzynarodową drużynę. W składzie jest Ślązak, Polak o aparycji Abelarda Gizy, mieszkańcy Grunberga i Danzig. Dlaczego Levis się nie spisał i nie dołożył do tego towarzystwa jakiejś dziewczyny? Doro nie była już chętna na jazdę?

Kobiety żużlowe to dość drażliwy temat dla Levisa. Nie będziemy go kontynuować. Nie wiem, co to Grunberg. Czyżbyś miał na myśli Graudenz?

Grunberg to niemiecka nazwa Zielonej Góry. Graudenz mimo wszystko był bardziej polski niż ci z zachodu, korzystający z niemieckiej infrastruktury i mieniący się „Polską A”.

Mimo wszystko to Grudziądz został doceniony przez Niemców, że w przeciwieństwie do Zielonej Góry zbudowali tam sieć tramwajową.

Za to główny węzeł kolejowy w pobliżu Grudziądza to chyba Laskowice. Do dzisiaj pamiętam, jak musiałem się tam przesiadać. Traumatyczne wspomnienia.

To wina położenia po prawej stronie Wisły. Dlatego konieczne są przesiadki. Laskowice/Toruń/Malbork/Jabłonowo. Jak wspominasz wioskę obok Laskowic, mianowicie Jeżewo?

To jest bardzo ciekawe, że kompletnie nie pamiętam, że tam byliśmy. Pamiętam, że w planach był meczyk w hali w Jeżewie, ale byłem przekonany, że ostatecznie nie graliśmy. Dopiero w tym roku wyprowadziliście mnie z błędu. Może to ten grudziądzki klimat spowodował zaćmienie umysłu. Za to pamiętam, jak graliśmy w trójkę z Masterkiem w Managera Mańskich. Te historie pokazują, że ISQ to nie tylko quiz, ale przede wszystkim ludzie i społeczności. Chyba znasz osobiście większość składu CT?

Obecnie chyba nie, ale sprawdzę. Jednak miałeś rację. Poza mną jest 13 osób, z czego znam 7 osób.

Myślisz, że uda się zorganizować zjazd CT na XX-lecie istnienia? Przypomnę, że to wypada już w przyszłym roku.

Chciałbym. To zależy od nas. Zebranie grupy ponad 30-letnich gości w jednym czasie, w jednym miejscu, może być trudne. Jednak dla chcącego, nic niemożliwego.

Na koniec przekornie, bo wywiad przeprowadzamy na dzień przed Twoim pożegnaniem. Wrócisz jeszcze?

O tym, jaka jest sytuacja, wiesz Ty i ludzie z CT i niech tak zostanie.

Dzięki za rozmowę. Myślę, że była nietypowa, tak jak nietypowa jest atmosfera w naszej drużynie.

Ja również dziękuję. Na koniec chciałbym pozdrowić wszystkich uczciwych, uczciwych podkreślam, quizowiczów.

Start a Conversation

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *