„Myślę, że gdyby nie to, że kiedyś niestety poważnie narozrabiałem w ISQ, to by nawet nie było tematu.” – rozmowa z Aszotkiem, zawodnikiem Champions Team

Sezon 13-ty możemy już uznać za zakończony. Dzięki grupce zapaleńców, udało się reaktywować ISQ, które 10 lat temu zaczęło spadać w przepaść. Mój rozmówca niestety dołożył swoje trzy grosze do upadku. Lecz nie o tym będzie ta rozmowa. Porozmawiamy o teraźniejszości i przyszłości.

Czy istnieje poza ISQ życie?

Trochę dziwne pytanie, nie wiem, czy do końca je rozumiem. Jasne, że istnieje, ISQ jest swego rodzaju hobby, dodatkiem do życia, z którego każdy mógłby zrezygnować, gdyby musiał. Ale jeżeli nie musimy z tego rezygnować, to jest to świetny sposób na spędzenie czasu.

Tu trzeba się zgodzić. W takim przypadku jak zareagowałeś, że dzięki amnestii będziesz miał szansę znowu poczuć tę atmosferę meczów/zawodów?

Też nie wiem, jak na to odpowiedzieć. Citas z Kleczesiem zainicjowali powrót Champions Team do ISQ. Ja po prostu spytałem, czy w ogóle będę mógł startować, dowiedziałem się, że ma być amnestia i przyjąłem to do wiadomości. Na początku zakładałem, że może uda się pojechać 2-3 mecze w sezonie. Zauważ, że w przedsezonowych sparingach, czy też w lidze miast, nie startowałem. W momencie, kiedy ISQ ruszało, w ogóle nie zajmowało mi głowy. Dopiero potem się wkręciłem.

Wkręciłeś się dość poważnie, można by rzec. W końcu stałeś się etatowym reprezentantem CT oraz często przejmowałeś obowiązki trenera. Czy to przypomniało trochę stare czasy?

Powiedziałbym, że to raczej kwestia charakteru, a nie przypomnienia starych czasów. Jak już się za coś zabieram, to lubię robić to na poważnie i angażuję się w to. Więc tam, gdzie mogłem, to działałem. Jednocześnie nie chciałem wchodzić w buty Levisa, więc drużynę prowadziłem wtedy, kiedy sam mnie o to poprosił. Wyjątkiem był mecz z Fajrant Team, który traktowałem prestiżowo i wtedy faktycznie z własnej inicjatywy chciałem pełnić funkcję trenera.

W sumie mimowolnie przewidziałeś że rywalizacja z FT będzie prestiżowa. Dużo osób przewidywało że Wasz mecz z Fajrantami będzie meczem „podwyższonego ryzyka”, ale ostatecznie przypominało to bardziej mecz przyjaźni.

W tym aspekcie muszę powtórzyć to, co mówiłem już w rozmowie z Witkiem. Myślę, że zarówno my, jak i oni, jesteśmy po prostu bardzo zgranymi ekipami. Jak byliśmy młodsi, czasami z tego wychodziły kwasy. Minęło 10 lat i okazuje się, że do wielu rzeczy podchodzimy inaczej. Tak jak dwie osiedlowe grupy z sąsiednich bloków. Z perspektywy czasu naprawdę trzeba docenić to, że Fajranci są tacy zjednoczeni. Pamiętajmy, że jako pierwsi po tylu latach zebrali skład, który praktycznie nie odbiegał od tego sprzed upadku.

To prawda. W Waszym przypadku również można mówić o takiej grupie, ze specyficznym poczuciem humoru i atmosferą. Rozumiem że powrót PeeRa i Speediego do składu tylko umocnił Wasze więzi?

PeeR od zawsze był w Champions Team i na pewno też byłby od początku, tylko po prostu urwał nam się z nim kontakt i dopiero po pewnym czasie do niego dotarliśmy. Ale myślę, że nawet nie rozważałby innej drużyny. Speedi wcześniej nie jeździł w Champions Team, podobnie jak Veronek, ale bardzo szybko „wchłonęli” naszą atmosferę i stali się pełnoprawnymi członkami ekipy. Nie mam na myśli samych meczów, bardziej chodzi mi o nasze „życie” na grupie w Messengerze, bo mecze to tylko dodatek. O tym, że atmosfera jest świetna, świadczy choćby to, że nikt nie planuje zmieniać klubu na nowy sezon. Ci, którzy woleliby jeździć w drugiej lidze, będą w niej jeździć w barwach Champions Team II.

I tu chwała Wam za to, że chcecie pomóc tym, co jeździli mniej, lub nie czują się w pełni na siłach na I Ligę. Tylko dlaczego CT II, a nie Champions Squad?

Jeśli klub miałby się nazywać inaczej niż CT II, to prędzej byłoby to Champions Club niż Champions Squad. Champions Squad faktycznie powstało jako pierwsze, ale potem trochę żyło już własnym życiem, coś jak Dobre Duszki i Buoni Fantasmas. Champions Club miało świetne logo i było takim trochę „jajcarskim” klubem. Kto wie, może gdybyśmy odzyskali to logo, to drugi zespół wystartowałby jednak jako Champions Club? Tu muszę jednak przyznać, że za drugi zespół wziąłem się osobiście i po prostu uznałem, że Champions Team II będzie najlepszym rozwiązaniem. Także po to, żeby nowi zawodnicy nie mieli wątpliwości, że to druga drużyna Champions Team i przez to mieli poczucie, że po dobrych występach w „dwójce”, mogą awansować do pierwszego zespołu. Żeby nawet z samej nazwy biła taka jedność obu tych drużyn.

Zostałeś również trenerem CT II. Ale w minionym sezonie nie tylko zastępowałeś Levisa, ale też zasiadałeś na wieżyczce sędziowskiej. Czy krytyka, która potem czasami się pokazywała, jakoś wpływała na Ciebie? Pytam się jako osoba, która nie zbierała zbyt pochlebnych opinii jako sędzia.

W zasadzie i tak, i nie. Taka krytyka w trakcie spotkania aż tak bardzo nie. Podczas jednego ze spotkań faktycznie popełniłem błędy, jednak gdyby się zastanowić po czasie, to nie były one jakieś poważne. Właściwie to w pierwszym biegu zarzucano mi błąd w pytaniu, ale moje źródło znalazło nawet potwierdzenie w innym źródle, które ktoś podał w czasie spotkania. Dlatego uznałem, że w pytaniu nie ma błędu. Potem zdarzyły mi się dwie literówki w nazwiskach w odpowiedzi. W pierwszym przypadku była to kwestia błędnego źródła, w drugim przypadku po prostu źle wpisałem nazwisko do odpowiedzi, ale zaliczałem właściwie. Więc jak widać, parę błędów było, ale nie sądzę, by one wypaczyły wynik meczu. W trakcie spotkania czasami górę biorą emocje i sędzia musi być na to przygotowany. Natomiast dotknęło mnie to, co było już po spotkaniu, a więc wpisy niektórych osób na forum. Myślę, że gdyby nie to, że kiedyś niestety poważnie narozrabiałem w ISQ, to by nawet nie było tematu.

„Poważnie narozrabiałem” – ciekawy eufemizm. Ale o przeszłości powiedziano już wystarczająco i nie wiem czy jest sens do niej wracać. Lepiej spojrzeć w przyszłość. Gdzie widzisz się w przyszłym sezonie? Wprowadzenie rezerw do I Ligi jeżeli pojedziemy na dwie klasy rozgrywkowe? TOP 10 klasyfikacji?

Po prostu napisałem w skrócie, każdy wie, co się wydarzyło i faktycznie nie ma sensu już do tego wracać. Wracanie do tego za każdym razem mogłoby wskazywać, że jest to jakiś „fejm”, powód do chluby, a jest wręcz przeciwnie. Muszę się po prostu skupić na tym, co jest tu i teraz. Przez wiele lat istnienia quizu zrobiłem też mnóstwo dobrych rzeczy – sędziowałem i technikowałem dziesiątki spotkań, ułożyłem tysiące pytań. Chciałbym więc to robić dalej. Do tego, jeśli tylko mogę, to wspieram ISQ finansowo, bo to teraz też jest ważne. A z takich planów trenerskich i zawodniczych, to nic nie zakładam. Druga drużyna ma być przede wszystkim po to, by każdy zawodnik Champions Team, bo tak traktuję również zawodników „dwójki”, był zadowolony. Wyniki nie są ważne, choć oczywiście jeśli pojawi się szansa awansu, to o to powalczymy. Indywidualnie mógłbym cokolwiek zakładać, gdybym miał więcej czasu, by usiąść i przypomnieć sobie to, co przez te dziesięć lat uleciało. Staram się to robić, ale od listopada doszedłem dopiero do roku 1962.

W takim wypadku wypada mi życzyć powodzenia i dojechania do 1980 roku. Dziękuję za rozmowę

Dzięki, jeśli mogę rozszerzyć to życzenie, to życzyłbym sobie dojechania do roku 2020, bo z 2021 już jestem na bieżąco.

Autor: Rudolf

Start a Conversation

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *