Kategoria: Wywiady

„Myślę, że gdyby nie to, że kiedyś niestety poważnie narozrabiałem w ISQ, to by nawet nie było tematu.” – rozmowa z Aszotkiem, zawodnikiem Champions Team

Sezon 13-ty możemy już uznać za zakończony. Dzięki grupce zapaleńców, udało się reaktywować ISQ, które 10 lat temu zaczęło spadać w przepaść. Mój rozmówca niestety dołożył swoje trzy grosze do upadku. Lecz nie o tym będzie ta rozmowa. Porozmawiamy o teraźniejszości i przyszłości.

Czy istnieje poza ISQ życie?

Trochę dziwne pytanie, nie wiem, czy do końca je rozumiem. Jasne, że istnieje, ISQ jest swego rodzaju hobby, dodatkiem do życia, z którego każdy mógłby zrezygnować, gdyby musiał. Ale jeżeli nie musimy z tego rezygnować, to jest to świetny sposób na spędzenie czasu.

Tu trzeba się zgodzić. W takim przypadku jak zareagowałeś, że dzięki amnestii będziesz miał szansę znowu poczuć tę atmosferę meczów/zawodów?

Też nie wiem, jak na to odpowiedzieć. Citas z Kleczesiem zainicjowali powrót Champions Team do ISQ. Ja po prostu spytałem, czy w ogóle będę mógł startować, dowiedziałem się, że ma być amnestia i przyjąłem to do wiadomości. Na początku zakładałem, że może uda się pojechać 2-3 mecze w sezonie. Zauważ, że w przedsezonowych sparingach, czy też w lidze miast, nie startowałem. W momencie, kiedy ISQ ruszało, w ogóle nie zajmowało mi głowy. Dopiero potem się wkręciłem.

Wkręciłeś się dość poważnie, można by rzec. W końcu stałeś się etatowym reprezentantem CT oraz często przejmowałeś obowiązki trenera. Czy to przypomniało trochę stare czasy?

Powiedziałbym, że to raczej kwestia charakteru, a nie przypomnienia starych czasów. Jak już się za coś zabieram, to lubię robić to na poważnie i angażuję się w to. Więc tam, gdzie mogłem, to działałem. Jednocześnie nie chciałem wchodzić w buty Levisa, więc drużynę prowadziłem wtedy, kiedy sam mnie o to poprosił. Wyjątkiem był mecz z Fajrant Team, który traktowałem prestiżowo i wtedy faktycznie z własnej inicjatywy chciałem pełnić funkcję trenera.

W sumie mimowolnie przewidziałeś że rywalizacja z FT będzie prestiżowa. Dużo osób przewidywało że Wasz mecz z Fajrantami będzie meczem „podwyższonego ryzyka”, ale ostatecznie przypominało to bardziej mecz przyjaźni.

W tym aspekcie muszę powtórzyć to, co mówiłem już w rozmowie z Witkiem. Myślę, że zarówno my, jak i oni, jesteśmy po prostu bardzo zgranymi ekipami. Jak byliśmy młodsi, czasami z tego wychodziły kwasy. Minęło 10 lat i okazuje się, że do wielu rzeczy podchodzimy inaczej. Tak jak dwie osiedlowe grupy z sąsiednich bloków. Z perspektywy czasu naprawdę trzeba docenić to, że Fajranci są tacy zjednoczeni. Pamiętajmy, że jako pierwsi po tylu latach zebrali skład, który praktycznie nie odbiegał od tego sprzed upadku.

To prawda. W Waszym przypadku również można mówić o takiej grupie, ze specyficznym poczuciem humoru i atmosferą. Rozumiem że powrót PeeRa i Speediego do składu tylko umocnił Wasze więzi?

PeeR od zawsze był w Champions Team i na pewno też byłby od początku, tylko po prostu urwał nam się z nim kontakt i dopiero po pewnym czasie do niego dotarliśmy. Ale myślę, że nawet nie rozważałby innej drużyny. Speedi wcześniej nie jeździł w Champions Team, podobnie jak Veronek, ale bardzo szybko „wchłonęli” naszą atmosferę i stali się pełnoprawnymi członkami ekipy. Nie mam na myśli samych meczów, bardziej chodzi mi o nasze „życie” na grupie w Messengerze, bo mecze to tylko dodatek. O tym, że atmosfera jest świetna, świadczy choćby to, że nikt nie planuje zmieniać klubu na nowy sezon. Ci, którzy woleliby jeździć w drugiej lidze, będą w niej jeździć w barwach Champions Team II.

I tu chwała Wam za to, że chcecie pomóc tym, co jeździli mniej, lub nie czują się w pełni na siłach na I Ligę. Tylko dlaczego CT II, a nie Champions Squad?

Jeśli klub miałby się nazywać inaczej niż CT II, to prędzej byłoby to Champions Club niż Champions Squad. Champions Squad faktycznie powstało jako pierwsze, ale potem trochę żyło już własnym życiem, coś jak Dobre Duszki i Buoni Fantasmas. Champions Club miało świetne logo i było takim trochę „jajcarskim” klubem. Kto wie, może gdybyśmy odzyskali to logo, to drugi zespół wystartowałby jednak jako Champions Club? Tu muszę jednak przyznać, że za drugi zespół wziąłem się osobiście i po prostu uznałem, że Champions Team II będzie najlepszym rozwiązaniem. Także po to, żeby nowi zawodnicy nie mieli wątpliwości, że to druga drużyna Champions Team i przez to mieli poczucie, że po dobrych występach w „dwójce”, mogą awansować do pierwszego zespołu. Żeby nawet z samej nazwy biła taka jedność obu tych drużyn.

Zostałeś również trenerem CT II. Ale w minionym sezonie nie tylko zastępowałeś Levisa, ale też zasiadałeś na wieżyczce sędziowskiej. Czy krytyka, która potem czasami się pokazywała, jakoś wpływała na Ciebie? Pytam się jako osoba, która nie zbierała zbyt pochlebnych opinii jako sędzia.

W zasadzie i tak, i nie. Taka krytyka w trakcie spotkania aż tak bardzo nie. Podczas jednego ze spotkań faktycznie popełniłem błędy, jednak gdyby się zastanowić po czasie, to nie były one jakieś poważne. Właściwie to w pierwszym biegu zarzucano mi błąd w pytaniu, ale moje źródło znalazło nawet potwierdzenie w innym źródle, które ktoś podał w czasie spotkania. Dlatego uznałem, że w pytaniu nie ma błędu. Potem zdarzyły mi się dwie literówki w nazwiskach w odpowiedzi. W pierwszym przypadku była to kwestia błędnego źródła, w drugim przypadku po prostu źle wpisałem nazwisko do odpowiedzi, ale zaliczałem właściwie. Więc jak widać, parę błędów było, ale nie sądzę, by one wypaczyły wynik meczu. W trakcie spotkania czasami górę biorą emocje i sędzia musi być na to przygotowany. Natomiast dotknęło mnie to, co było już po spotkaniu, a więc wpisy niektórych osób na forum. Myślę, że gdyby nie to, że kiedyś niestety poważnie narozrabiałem w ISQ, to by nawet nie było tematu.

„Poważnie narozrabiałem” – ciekawy eufemizm. Ale o przeszłości powiedziano już wystarczająco i nie wiem czy jest sens do niej wracać. Lepiej spojrzeć w przyszłość. Gdzie widzisz się w przyszłym sezonie? Wprowadzenie rezerw do I Ligi jeżeli pojedziemy na dwie klasy rozgrywkowe? TOP 10 klasyfikacji?

Po prostu napisałem w skrócie, każdy wie, co się wydarzyło i faktycznie nie ma sensu już do tego wracać. Wracanie do tego za każdym razem mogłoby wskazywać, że jest to jakiś „fejm”, powód do chluby, a jest wręcz przeciwnie. Muszę się po prostu skupić na tym, co jest tu i teraz. Przez wiele lat istnienia quizu zrobiłem też mnóstwo dobrych rzeczy – sędziowałem i technikowałem dziesiątki spotkań, ułożyłem tysiące pytań. Chciałbym więc to robić dalej. Do tego, jeśli tylko mogę, to wspieram ISQ finansowo, bo to teraz też jest ważne. A z takich planów trenerskich i zawodniczych, to nic nie zakładam. Druga drużyna ma być przede wszystkim po to, by każdy zawodnik Champions Team, bo tak traktuję również zawodników „dwójki”, był zadowolony. Wyniki nie są ważne, choć oczywiście jeśli pojawi się szansa awansu, to o to powalczymy. Indywidualnie mógłbym cokolwiek zakładać, gdybym miał więcej czasu, by usiąść i przypomnieć sobie to, co przez te dziesięć lat uleciało. Staram się to robić, ale od listopada doszedłem dopiero do roku 1962.

W takim wypadku wypada mi życzyć powodzenia i dojechania do 1980 roku. Dziękuję za rozmowę

Dzięki, jeśli mogę rozszerzyć to życzenie, to życzyłbym sobie dojechania do roku 2020, bo z 2021 już jestem na bieżąco.

Autor: Rudolf

Był zaskoczony liczbą dawnych gwiazd. Wrócił do ISQ i nie chce patrzeć na swoje wyniki – rozmowa z Peerem, zawodnikiem Champions Team

Mezzi (Portal ISQ): Zacznijmy tak rozgrzewkowo. Co robiłeś przez ostatnie osiem lat?

Peer (Zawodnik Champions Team): Właściwie podobnie jak u większości z nas – czas rozbratu z quizem przypadł na okres wchodzenia w dorosłe życie. Po drodze przeniosłem się bardziej na północ i skończyłem studia. Obecnie już od właśnie około ośmiu lat pracuję w IT (programowanie i projektowanie aplikacji/systemów). Wbrew pozorom jest to zajęcie, w którym cały czas ma się kontakt z ludźmi i poznaje nowe osoby, a także można zwiedzić trochę świata. Z zawodowego punktu widzenia zauważyłem w ISQ nową wersję czata, która według mnie działa bardzo fajnie i stabilnie. Także gratulacje dla ekipy rozwijającej ten projekt. A kto wie, może w przyszłości również i mi przyjdzie coś tam dorobić.

Skąd pomysł by wrócić do ISQ? Nie było Cię widać podczas Ligi Miast. Wchodzisz do gry po kilku ligowych kolejkach.

Szczerze mówiąc to nie byłem nawet do końca świadomy tego, że odbywa się reaktywacja, bo w ostatnim czasie nie miałem zbytnio czasu, żeby śledzić nowości ze świata ISQ. No ale w pewnym momencie odezwał się do mnie kolega z CT – Levis, no i tak jakoś poszło. Z lekkim opóźnieniem, ale udało się ponownie „zadebiutować”.

Zdążyłeś się już zorientować co dzieje się w ISQ? Na pewno wygląda to inaczej niż kilka lat temu. Zarówno z czatem jak i portalem.

Po kilku treningach i meczach odnoszę wrażenie, że zapał i emocje graczy znowu stoją na bardzo wysokim poziomie, co jest fajnym zjawiskiem. Czuć podobną atmosferę, jak w moich pierwszych sezonach. Ożywione dyskusje, komentarze, generalnie dzieje się. No i na portalu również powstaje bardzo dużo treści. Także ogólnie jestem pod wrażeniem – widać głód gry w narodzie. Zadziwiło mnie też jak dużo „starych twarzy” pojawiło się ponownie na starcie.

Co sobie pomyślałeś jak Levis wyszedł z propozycją powrotu do ISQ?

Stwierdziłem, że czemu nie, mogę spróbować. Miałem wtedy trochę wolnego, więc wpadłem na trening. Szczerze mówiąc to myślałem, że raczej będę cieniować, no ale na razie nie jest najgorzej.

No właśnie. Debiut po przerwie wspaniały. Na wejściu zrobiłeś 12 punktów w sześciu biegach. Opowiedz nam coś o tym występie.

Na początku w ferworze walki zapomniałem, że w ISQ jest limit na liczbę odpowiedzi i lekko się zagalopowałem ze strzałami ? Potem było już lepiej. Ogólnie wydaje mi się, że ciutkę zmienił się u mnie podział mocnych i słabych stron. Tzn. gorzej idzie mi spisywanie i walka „w chaosie” strzelania, ale za to trochę częściej znam poprawną odpowiedź na pytanie. Co w sumie nawet cieszy, w ostatnich latach „mniej więcej” śledziłem rozgrywki żużlowe i coś tam w głowie zostało. Ciągle jeszcze szukamy drużynowego zwycięstwa, ale moim zdaniem potencjał w zespole mamy bardzo duży. Myślę, że w drugiej części sezonu pokaże się sportowa złość i możemy jeszcze wygrać kilka meczów.

Szczerze? Nie wygląda to dobrze w CT, siedem porażek na siedem możliwych. Twój powrót może zmienić trochę oblicze CT, ale chyba nie chcecie zająć ostatniego miejsca w tabeli.

Zobaczymy jak pójdzie. Przede wszystkim liczy się dobra zabawa. Raczej nie napinamy się, żeby wygrywać za wszelką cenę. A przecież przy dzisiejszym rozwoju technologii pokus do kombinowania jest pewnie dużo. Ale kto wie, może choć częściowo uda nam się powtórzyć wyczyn gorzowskiej stali z prawdziwego żużla. Wiem, że koledzy którym do tej pory słabiej szło będą na pewno pracować nad formą. Parafrazując klasyka, dopóki palce uderzają w klawisze i mamy matematyczne szanse, to wszystko jest możliwe.

To skąd twoim zdaniem taki problem z wygrywaniem? Przeciwnicy są zbyt mocni, czy uważasz, że wam czegoś brakuje?

Szczerze mówiąc to nie znam odpowiedzi na to pytanie. Zwłaszcza, że dopiero dwa mecze za mną. Generalnie jak wszędzie jest tu też pewny element szczęścia i losowości – np. kiedy akurat jesteś w trakcie pisania jakiejś odpowiedzi i trafisz, że sędzia podpowiada coś innego. Zdobywając 40-41 punktów w meczu brakuje tak naprawdę 1-2 lepszych biegów i wynik mógłby się przewrócić w drugą stronę – tak jak mieliśmy w ostatnim meczu z DD. Można gdybać, że jeśli byśmy mieli więcej farta to moglibyśmy mieć np. 6 pkt i widoki na medale. No ale takie jest życie – mamy 0 i musimy spróbować powalczyć w dalszych meczach.

Zawsze miałeś dobry wpływ na tę drużynę, mówię o wynikach. Pamiętasz jeszcze swoje sukcesy w ISQ? Co pierwsze nasuwa Ci się na myśl.

Tak naprawdę to zbyt dużo już nie pamiętam sprzed lat, ale z tego co zdążyłem sobie przypomnieć to najistotniejsze chyba były dwa drużynowe medale z CT. W forumowym wątku związanym z historią widziałem, że miałem też całkiem nie najgorsze statystyki indywidualne w lidze. Kojarzę też, że kiedyś istniały nawet inne ligi ISQ np. tzw. liga angielska i też miałem tam okazję startować w różnych klubach. Wyleciało mu już jednak z pamięci jakie tam wyniki osiągałem – może gdzieś w odmętach Internetu można znaleźć jakieś archiwa.

A jaki cel stawia sobie Peer po powrocie do ISQ?

Przede wszystkim dobra zabawa i poszerzanie wiedzy o naszym ulubionym sporcie. No i może też trochę ćwiczenie umiejętności szybkiego czytania i kojarzenia faktów, co przydaje się w różnych dziedzinach życia. Na wyniki już tak bardzo nie patrzę jak kiedyś. To trochę jak z pieniędzmi – jak masz „zajawkę”, to często prędzej czy później przychodzą same.

Co sądzisz o waszych rywalach? A może coś się na tle tej rywalizacji wyróżnia?

Uczciwie powiem, że zbyt dużo na ten temat nie wiem, bo nie miałem zbytnio czasu zagłębiać się w wyniki innych meczów. Zauważyłem natomiast, że niektórzy zawodnicy naprawdę imponują formą u progu „nowej ery ISQ”. Zwłaszcza czołówka statystyk ligowych. Mogę tylko pogratulować wiedzy.

Powiedziałeś, że pracujesz w branży IT. Gdybyś ktoś się zwrócił do Ciebie z pomocą, byłbyś w stanie udzielić jakiejś rady, by pomóc z czatem albo portalem?

Pewnie, jeśli czas pozwoli i będę umiał pomóc w danym temacie, to mogę rzucić okiem.

Masz jakiś pomysł odnośnie ISQ, czegoś Ci brakuje, albo nie daje spokoju?

Na ten moment nic konkretnego jeszcze mi się nie nasuwa. Może z czasem, przy ponownym wgryzieniu się w rywalizację pojawi się coś ciekawego.

Dziękuję za rozmowę. Powodzenia w ISQ i masz może jakieś słowo na koniec?

Dzięki, pozdrowienia dla teamu CT i czytelników portalu

Dziennikarz, autor książek, biegacz, miłośnik sportów zimowych, szachista, ornitolog, przewodnik turystyczny i mistrz ISQ. Oto Daniel jakiego nie znacie

Lista jego zainteresowań jest bardzo długa. Daniel w wywiadzie udzielonym Portalowi ISQ opowiedział o swoim życiu, pogodnym nastawieniu, celach w ISQ, a także tym, co robi poza quizem. Ostrzegamy: to będzie długa lektura.

Witek (Portal ISQ): Daniel, przeklinasz?

Daniel (trener i zawodnik Buoni Fantasmas): No właśnie nie! Żartujemy sobie z tego czasem na czacie, że nie miewam kar w ISQ za takie „wykroczenie”, ale na co dzień również staram się unikać wiadomego słownictwa i uważam, że udaje mi się to z bardzo dobrym skutkiem.

Pytam, bo jesteś uznawany za niezwykle pogodnego człowieka, który niezależnie od okoliczności pozostaje spokojny. Czy w ogóle można kiedyś spotkać wkurzonego Daniela?

Szczerze mówiąc to rzeczywiście niezbyt często i mam tu na myśli realne życie, a nie tylko nasz internetowy quiz. Oczywiście, czasem wkurzy się każdy, również ja, ale faktycznie zwykle jestem optymistą i próbuję doszukiwać się raczej pozytywów. To jasne, że nie zawsze tak się da, ale staram się mimo wszystko panować nad sobą i nie okazywać przesadnych negatywnych emocji.

Jaka jest zatem recepta na to, by tak optymistycznie podchodzić do życia?

Nie wiem. Ja już tak mam, może pomaga mi to, że jest dużo drobnych spraw, które dają mi w życiu radość, często wiążących się z moimi rozmaitymi zainteresowaniami. Być może szereg pozytywnych drobiazgów skumulowanych razem pozwala po prostu w większym stopniu cieszyć się życiem? ISQ też jest czymś takim, bo daje dużo radości, a nie jest w żadnym razie jedyne.

Jak minęło Ci te 8 lat bez Internet Speedway Quiz?

W przeciwieństwie do wielu quizowiczów moje związki z żużlem pozostały bliskie. Jeszcze przed upadkiem quizu nawiązałem współpracę z Tygodnikiem Żużlowym. Potrwała ona 10 lat, a obecnie pracuję na etacie w toruńskich „Nowościach”. Jestem więc stale blisko żużla i to również od drugiej strony. Znam toruńskie środowisko żużlowe, ale nadal lubię pójść na turniej juniorów także jako kibic i wciąż jednakowo cieszę się każdymi żużlowymi zawodami, obojętnie od ich rangi i obsady. W międzyczasie zrobiłem również uprawnienia na przewodnika po Toruniu, więc mam drugi dodatkowy zawód, który również lubię. Rodziny jeszcze nie mam, ale wiążę przyszłość z Toruniem, w którym czuję się doskonale.

Jeszcze, czyli rozumiem, że tu też stosujesz optymistyczne podejście. Wracając jednak do pracy, to przewodnikiem jesteś już od lat. Co zrobić, byś oprowadził nas po toruńskiej starówce i innych pięknych miejscach w mieście?

Nic nie stoi na przeszkodzie, wystarczy po prostu przyjechać do Torunia. Jeżeli tylko ktoś z quizowiczów chciałby poznać miasto zwiedzając je ze mną, to wystarczy, że da mi o tym znać. Oprowadzam zarówno 40-osobowe grupy szkolne, jak i kameralne grupki liczące 1-3 osoby. W małym gronie zwiedza się lepiej, bo można skupić się także na detalach. W Toruniu jest co oglądać, bo miasto ma autentyczny charakter i nie było zburzone w trakcie II wojny światowej. Tym bardziej więc zapraszam do zwiedzania ?

Był żużel, była turystyka, to teraz kolej na historię. Napisałeś książkę o toruńskim żużlu. Opowiedz o niej.

Pomysł pojawił się trzy lata temu. Idea była taka, by napisać książkę całkowicie inną niż wszystkie dotychczasowe książki o żużlu, w pełni oddając głos możliwie wielu bohaterom. Początkowo wahałem się, czy w ogóle pisać, bo wydawało mi się, że nie uda mi się już zebrać wspomnień o żużlu tuż po wojnie. Okazało się jednak, że jest inaczej i ten okres też jest bogato reprezentowany. Łącznie odbyłem ponad 100 rozmów. Lista rozmówców rozwijała się na bieżąco, nierzadko ktoś na koniec rozmowy radził, do kogo jeszcze warto się zwrócić z osób, które nie jeździły, ale w jakiś sposób były związane z klubem około 50-60 lat temu. Końcowy efekt jest taki, że mamy książkę pełną przygód, anegdot i nierzadko wesołych opowieści, a zarazem nie pomijającą ważnych wydarzeń i sukcesów Apatora. Nie mnie oceniać, czy książka jest rzeczywiście dobra, ale uważam, że śmiało mogę powiedzieć, że zaczynając nie przypuszczałem, że będzie w niej tyle fajnych historii.

I pewnie dzięki tym rozmowom jesteś poza zasięgiem rywali w ISQ. Nie ma wątpliwości, że w ten sposób dowiedziałeś się wiele ciekawostek. Wszak po wielu pytaniach pisałeś na czacie, że rozmawiałeś z tym i z tym zawodnikiem.

To prawda. Spośród żyjących zawodników Apatora rozmawiałem z wszystkimi z lat 50-70. Z kolejnych dekad musiałem już dokonać pewnego wyboru i ograniczyć się do tych najważniejszych, ale nie pominąłem niemal żadnego z czołówki. Nie spotkałem się tylko z Wiesławem Jagusiem, choć namawiałem go na rozmowę – Jaguś nie udziela jednak wywiadów. Pozostali są za to w komplecie, więc gdy pojawia się pytanie o Toruń, to rzeczywiście są to pytania o ludzi, których znam osobiście. Pracując nad książką rozmawiałem jednak także z osobami spoza Torunia, jak Marek Cieślak, Andrzej Wyglenda, Andrzej Pogorzelski, Jerzy Szczakiel, Jerzy Trzeszkowski, Paweł Waloszek. Ich opowieści na pewno są pomocne w ISQ. Pisząc o Toruniu musiałem mieć poza tym na uwadze to, że Toruń nie był przecież zamknięty na kraj i świat, ale uczestniczył w ogólnopolskich rozgrywkach. Trzeba było więc poszerzać swoje horyzonty i zarazem wiedzę o całym polskim żużlu tamtych lat. W ISQ daje to jak widać niezły efekt.

Już nie mogę się doczekać aż ta książka przyjdzie do mnie. Nigdy nie spodziewałem się, że kupię coś z klubowego sklepu Apatora. Jednak nie każdy wie, ale to nie pierwsza Twoja książka. Jesteś też autorem biografii Jana Ząbika i książki o… biegach narciarskich.

Tak właśnie było. Pomysł na książkę ze wspomnieniami Jana Ząbika wyszedł od redaktora Wiesława Dobruszka, który szukał osoby do napisania toruńskiego tomu w serii „Asy żużlowych torów”. Akurat wtedy rozpocząłem współpracę z „Tygodnikiem Żużlowym” i szybko zaowocowała ona pierwszą książką. Druga książka wiąże się natomiast z moim zainteresowaniem sportami zimowymi. Zimą nie ma żużla, ale w Eurosporcie cały czas było narciarstwo i już w połowie lat 90. połknąłem bakcyla. Koledzy w szkole nie mieli wtedy pojęcia kim jest Małysz, a ja już oglądałem każde zawody. Praca nad książką o biegach była trochę podobna do pracy nad nową książką o żużlu, bo już wtedy skupiłem się na wspomnieniach i anegdotach. Mogę się pochwalić, że książka była promowana w trakcie Pucharu Świata w Szklarskiej Porębie, a następnie dostała tytuł „Książki miesiąca” w „Magazynie Literackim Książki”, za co odbierałem dyplom na dorocznej gali tego czasopisma w Bibliotece Narodowej w Warszawie, między Danielem Olbrychskim i Marylą Rodowicz, którzy też zostali wyróżnieni za swoje książki ?

Skąd to zainteresowanie sportami zimowymi? Przecież jesteś z Torunia, a nie Podhala.

To prawda, ale tak jak wspomniałem wyżej były one rodzajem zastępstwa dla żużla. Terminowo wszystko pasuje idealnie – w połowie marca kończy się narciarstwo, a zaczynają się pierwsze sparingi. Z kolei w październiku kończy się żużel, a pod koniec tego miesiąca rusza PŚ w narciarstwie alpejskim. Zarazem jednak te dyscypliny bardzo szybko przestały być tylko i wyłącznie zastępstwem, a stały się równie wielką pasją. Uwielbiam je oglądać, a dodatkowo jest to też moje hobby kolekcjonerskie – od lat wymieniam się z innymi zbieraczami z różnych krajów płytami DVD z nagraniami z zawodów sprzed lat. Posiadam nawet zapisy transmisji z lat 60., nie mówiąc o kolejnych dekadach. Wielu polskich narciarzy sprzed lat, w tym Wojciech Fortuna, właśnie ode mnie posiada nagrania ze swoich startów.

Masz także nagrania imprez żużlowych. I przypuszczam, że niemałą wideotekę. hN dostał już swoje upragnione Odsal? Gdzie to wszystko Ci się mieści?

Z żużla wbrew pozorom mam niewiele – raptem z 10 płyt DVD z upchanymi plikami .avi, każdy po około 300 MB. hN Odsal nie dostał, ale wszystkie takie turnieje są już i tak od dawna na Youtube i przestały być rarytasami. Natomiast prawdą jest, że płyty z narciarstwa zajmują kilka półek. Przymierzam się do przegrania tego wszystkiego na pojemny dysk zewnętrzny. Z żużla planuję kiedyś w możliwie dużym stopniu skompletować kolekcję meczów Apatora. Wielu nagrań nie ma w sieci, ale są kolekcjonerzy, którzy je posiadają.

Z tego co wiem, to zacząłeś biegać, ale zimą biegasz też na nartach. Masz już jakieś osiągnięcia w tej kategorii? Co jest trudniejsze?

Jedno i drugie czysto hobbystycznie i zupełnie amatorsko, bez osiągnięć, nie licząc narciarskiego wicemistrzostwa Polski dziennikarzy z 2013 roku, gdzie jednak wiele osób miało biegówki pierwszy raz na nogach – było to przy okazji Pucharu Świata w skokach w Wiśle. Biegówki są oczywiście trudniejsze, bo zwykłe bieganie jest jakby naturalne, a tu na początku może brakować koordynacji ruchowej. Narty angażują też więcej mięśni i czuje się większy wysiłek.

I do tego dochodzą jeszcze szachy. Tam partii raczej nie nagrywasz, ale regularnie bierzesz udział w turniejach. Jak Ty na to wszystko znajdujesz czas? I skąd zamiłowanie do szachów?

Piętro wyżej mieszkał nade mną Krzysztof Woźniak, działacz sekcji szachowej Apatora – taka sekcja istniała w klubie równolegle do żużlowej. Wiedziałem, że gra, ale długo mnie to interesowało. Gdy już jednak spróbowałem, pod koniec szkoły podstawowej, wciągnęło mnie bez reszty. Turnieje na moim poziomie – w porównaniu z profesjonalnymi graczami nadal amatorskim, choć mam na półce kilka pucharów – najczęściej są jednodniowe i odbywają się w weekendy, więc nie są aż tak czasochłonne. Biorę jednak udział także w lidze wojewódzkiej jako zawodnik AZS- UMK, a latem zdarza mi się zagrać w dłuższym tygodniowym turnieju. Kiedyś dużo grałem z Liraszem – początkowo był ode mnie lepszy, więc miałem motywację, żeby się szkolić. Wiem, że Łukasz ostatnio wygrał turniej (gratulacje!), więc warto będzie powrócić do naszych partii.

Chyba prościej mi będzie zapytać czym się nie interesujesz?

Żartuję czasem, że z dyscyplin sportu nigdy mnie nie pociągała zbytnio piłka nożna, choć jest taka popularna. Oglądam co ważniejsze mecze, ale nie wzbudzają we mnie większych emocji. Z zainteresowań mogę za to jeszcze dodać np. historię sztuki, ornitologię, czy muzykę.

O właśnie! Pamiętam, że kiedyś w gazecie była informacja o Tobie, że liczyłeś ptaki. Skąd zainteresowanie właśnie ornitologią?

Też z dzieciństwa, jak u mnie niemal wszystko. Przypadkowo znalazłem w domu książkę „Ptaki Polski” profesora Jana Sokołowskiego. Nie miałem jeszcze 10 lat, a czytałem ją na tyle często, że opanowałem nawet większość nazw łacińskich. Myślałem wtedy, że pójdę na biologię, ale skończyło się na hobby. Mam jednak profesjonalną lunetę i byłem już m.in. w wielu parkach narodowych, w tym nad Biebrzą. W okolicy Torunia też da się znaleźć cenne przyrodniczo tereny, nawet jeśli nie tak wielkiej skali, jak parki narodowe.

Zaskakujesz mnie coraz bardziej. Powiem Ci, że idealnie nadawałbyś się do Milionerów czy Jeden z dziesięciu. Myślałeś o tym?

Szczerze mówiąc myślałem kiedyś o Milionerach. Nigdy się jednak nie zdecydowałem, może słusznie, może nie. Na pewno są dziedziny wiedzy, w których czułbym się słabo, podobnie jak np. tematy bardziej life-stylowe. Ale nigdy nie mów nigdy ?

Przejdźmy zatem do ISQ. Zostałeś trenerem Buoni Fantasmas. Jak do tego doszło?

Przypadkowo. Jechaliśmy Ligę Miast i wiadomo było, że wróci liga. W rozmowie z hN pojawił się więc pomysł na reaktywację BF. Byłem trenerem Kujaw i Pomorza, więc na tej samej zasadzie zostałem trenerem BF. Później było mi głupio, bo trenerem powinien być Suharek. W praktyce BF ma aż trzech trenerów – prócz mnie właśnie Suharka i Rudolfa. Nawet w trakcie meczów konsultuję z nimi różne decyzje i nie jestem na pewno takim trenerem w pełnym znaczeniu tego słowa.

Jak się dogadujecie we trójkę? Często podczas meczów bierzesz przerwę. Czy to spowodowane jest tymi konsultacjami?

Dokładnie tak. Rozmawiamy przez Messenger, ale tekstowo, bez dzwonienia ? Lubię się poradzić bardziej doświadczonego trenera, jakim jest Suharek. Ostatecznie zmiany i tak zgłaszam ja, ale czuję się pewniej, gdy wiem, że Suhy i Rudolf mają podobne zdanie. Bywa jednak i tak, że postąpię inaczej, po swojemu. Branie czasu jest też niekiedy po to, by coś doradzić jadącym kolegom – np. kto ma z kogo spisywać.

Czy BF spisuje się na miarę oczekiwań sztabu szkoleniowego?

Liczyłem na trochę więcej, ale jak już niedawno mówiłem drużynie brakuje stabilności. Mimo wszystko widzę jednak progres, a biorąc pod uwagę fakt, że u wielu osób są jeszcze rezerwy, w kolejnych miesiącach możemy być bardzo groźni.

Gdyby nie odszedł Kasper, to pewnie szlibyście na mistrza. Pewne jest to, że mecze z Waszym udziałem gwarantują emocje.

To prawda, z Kasperem bylibyśmy pewnie faworytami. Jego brak sprawił jednak, że zakontraktowaliśmy Wazzupa i Grigoriana, którzy pokazują duży potencjał. Emocji w naszych meczach faktycznie nie brakuje. Często przegrywamy lub wygrywamy niewielką różnicą punktów. W siedmiu kolejkach tak naprawdę nie wyszedł nam tylko mecz z BAD.

Prowadzisz zacięty pojedynek z Paweuem o pierwsze miejsce w statystykach. Czy ta rywalizacja jeszcze bardziej napędza Cię do poszerzania wiedzy?

Nie myślę o konieczności uczenia się tylko pod kątem statystyk. Z drugiej jednak strony nie ukrywam, że bardzo zależy mi na wygraniu tej klasyfikacji. Przez całą pierwszą rundę ani razu nie byłem ostatni, a tylko trzy razy zająłem trzecie miejsce. Moim celem na koniec sezonu jest średnia 2,5 punktu na bieg bez bonusów. Nie będzie łatwo, ale mimo wszystko uważam, że jest to wykonalne.

A jakie cele stawiasz przed drużyną i sobą w zawodach indywidualnych?

Indywidualnie celem jest medal IM ISQ. Nie będę ukrywał, że liczę na złoto, ale zarazem wiem, że w jednodniowych zawodach może wydarzyć się dużo i nie ma pewności, że nawet przy prowadzeniu w rankingu średnich będę faworytem. Medal jest jednak celem minimum – czwarte lub piąte miejsce nie byłoby zadowalające. Drużyna ma natomiast za zadanie wejść do play-off i dalszą walkę o medal. Miejsce poza czwórką byłoby dużym rozczarowaniem, natomiast awans do półfinałów sprawi, że czeka nas otwarta walka o najwyższe laury.

To teraz na koniec: czy ten facet dalej pływa na Katarzynce?

Kiedyś pływał kapitan Prusakiewicz, teraz pływa ktoś inny. Łódka też już inna, obecnie jest Katarzynka II, ale pływa, pływa!

Bałem się, że wszyscy dadzą mi do zrozumienia, że mnie w tej zabawie nie chcą – rozmowa z Aszotkiem, zawodnikiem Champions Team

Witek (Portal ISQ) Internet Speedway Quiz wrócił po ośmiu latach. Co w tym czasie zmieniło się w Twoim życiu?

Aszotek (zawodnik Champions Team): Bardzo wiele, mógłbym powiedzieć, że wszystko. Myślę, że jak u większości z nas. Pracuję, mam żonę, dwójkę dzieci. Zupełnie inne priorytety.

Pamiętam, że wtedy byłeś studentem prawa. Poszedłeś w tym kierunku dalej? Choć pewnie jeżeli tak, to za dużo nie możesz o tym mówić.


Nie mogę mówić o sprawach moich Klientów, ale o sobie jak najbardziej. Tak, poszedłem dalej, spełniłem swoje dziecięce marzenie powstałe na skutek oglądania amerykańskich filmów i zostałem adwokatem.

Osiem lat to szmat czasu, choć dla Ciebie przerwa od ISQ trwała nieco dłużej, bo dziewięć lat. Wierzyłeś w to, że ISQ jeszcze kiedyś wróci?


Powiem tak – początkowo w ogóle o tym nie myślałem. Ja na kilka lat odciąłem się od wszystkiego, w ogóle nie miałem kontaktu z kimkolwiek z ISQ. Dlaczego, to pewnie jeszcze do tego przejdziemy w kolejnych pytaniach. Widząc próby reaktywacji, traktowałem to bardziej na tej zasadzie, że to świetna zabawa, super jakby wróciła, ale nie planowałem mojego powrotu. Nie dlatego, że nie chciałem – po prostu było mi strasznie wstyd za to, co się kiedyś stało. Jakoś tak jednak wyszło, że gdy pojawił się temat reaktywacji, zaproszono mnie do grupy CT powstałej na whatsappie, pojawiła się wizja powrotu drużyny. Pomyślałem, że pojadę 2-3 mecze w sezonie, zobaczę, jaka będzie reakcja innych na moją osobę. Ta reakcja zaskoczyła mnie bardzo pozytywnie. Bałem się, że każdy będzie mi wypominał to, co się stało, że wszyscy dadzą mi do zrozumienia, że mnie w tej zabawie nie chcą. Wtedy oczywiście nie bawiłbym się w to na siłę. Było jednak zupełnie inaczej. Bardzo mnie to cieszy i dziękuję za to, że wszyscy wykazali się takim zrozumieniem. Natomiast ja cały czas mam wyrzuty sumienia. Myślę, że to widać, chociażby po tym, że gdy wyrzucono z quizu Jakubo i Gallopa, sam zaoferowałem, że napiszę 100 pytań oraz wpłacę 300 złotych dla rozwoju quizu. Tak akurat wyszło, że przez upadek quizu, miałem tylko rok przymusowej absencji w startach.

Powiem szczerze, że tamta afera wpłynęła na to, że przestało mi tak bardzo zależeć na ISQ. Miałem tego dość, bo po kim jak po kim, ale po Tobie tego bym się nie spodziewał. Czy miałeś wrażenie wtedy, że zawiodłeś wiele osób?


Nie tylko wtedy, ale cały czas mam takie wrażenie. Z perspektywy czasu z pewnością zawiodłem też siebie. Tak naprawdę jestem jedyną osobą, która może wytłumaczyć, dlaczego tak się stało, ale po tych prawie 10 latach jestem jedynie w stanie przytoczyć powody, natomiast kompletnie ich nie rozumiem. Dla takiego zachowania nie ma żadnego zrozumienia i żadnych wytłumaczeń. Na marginesie dodam, że nawet wybór nicka do quizu po reaktywacji nie był u mnie przypadkowy. To, co złe, stało się gdy startowałem jako „Radek”. Chcę się od tego odciąć w tym sensie, że sam bardzo się tego wstydzę. Nie mogę natomiast uciekać od tego, co się stało i czymkolwiek tego tłumaczyć. To była tylko i wyłącznie moja wina.

Zatem jakie były powody?


Na początku powodem była tylko i wyłącznie chęć częstszych startów. Mam wrażenie, że wtedy quiz stał się dla mnie pewnym uzależnieniem, to odbijało się nawet na moim związku, bo zamiast spędzać czas z dziewczyną, obecnie żoną, startowałem w meczach. Chciałem więcej, częściej. Totalna głupota, dziecinada. Jak już się zacznie oszukiwać, to potem trudno przestać. Zwłaszcza, że były osoby, które o tym wiedziały i którym to pasowało. To tworzy fałszywe poczucie, że nie robi się nic złego. Ale żeby było jasne – jeszcze raz podkreślę, że to była tylko i wyłącznie moja wina. I żeby było jasne – zdecydowana większość Champions Team nawet nie wiedziała o tym, że mam inną tożsamość czy tożsamości. Nie chcę, by przeze mnie ktoś miał złe zdanie o całym zespole, bo tam byli i są świetni ludzie, którzy wiele wnieśli dla tej zabawy.

Powiedziałeś, że „na kilka lat odciąłeś się od wszystkiego, w ogóle nie miałem kontaktu z kimkolwiek z ISQ”. Dlaczego?


Powiem więcej – ja się w ogóle odciąłem od żużla. Przez te dziewięć lat byłem na żużlu tylko dwa razy – w 2015 roku, ale to trochę z przypadku, no i teraz w 2020 roku, już intencjonalnie. Było mi po prostu wstyd przed wszystkimi. Też przed sobą, więc potrzebowałem takiego katharsis.

Teraz rozumiem jesteś już oczyszczony i gotowy do rywalizacji w ISQ? Nie da się ukryć, że poza nielicznymi szpilkami wbijanymi m.in. przeze mnie, to raczej nikt nie rozpamiętuje tego co było. ISQ znów sprawia nam wszystkim sporą radość. Tobie też?


Oczyszczony to złe słowo, bo czasu się nie cofnie. Ale myślę, że umiem do tego podejść z dystansem. Właśnie dlatego, że czasu już nie cofnę, więc tego, co było nie zmienię. Fajne jest to, kiedy czyta się takie posty, jak np. Malaka, że był do Champions Team przed sezonem nastawiony negatywnie, ale zobaczył, że naprawdę jesteśmy w porządku. Dla mnie to w pełni zrozumiałe, że ktoś może być do mnie uprzedzony. Sam bym był. Jeśli ktoś mi wbija szpilkę, to nie mam z tym teraz problemu. Nawet z takimi tematami. Kiedyś to w ogóle miałem „kija w dupie” i pewnie dlatego nie rozumiałem poczucia humoru niektórych, np. Fajrantów.

A tu się okazuje, że po aferze Gallopa i Jakubo znaleźliście z Fajrantami nić porozumienia. A może nawet nie nić, a cały kłębek.


Nie sądzę, by chodziło tylko o tę aferę. W ogóle, ostatnio na naszym klubowym messengerze, Citas napisał coś fajnego, z czym się w pełni zgadzam. Że my i Fajranci to takie dwie zgrane ekipy dzieciaków z sąsiednich bloków. Rywalizujące. Ale teraz te ekipy dorosły, już nie są dzieciakami.

Patrząc na Wasze wyniki, mam wrażenie, że to czy przegracie, czy nie, to Wam lata. Ważniejsze jest to, by się spotkać na czacie i wspólnie pobawić się w ISQ.


Nawet nie tylko na czacie. Na czacie spotykamy się raz w tygodniu, czasami uda się coś pojechać poza tym, ale wiadomo – każdy ma swoje życie, nie zawsze jest czas. Natomiast cały czas hula nasz klubowy messenger, na którym piszemy nie tylko o quizie. I to jest fajne. W ogóle, dla mnie największą wartością powrotu ISQ jest to, że odnowiłem kontakty ze świetnymi ludźmi. Z którymi, przez moją głupotę, te kontakty straciłem. A co do wyników? Cóż, jeśli powiem, że nie chcemy wygrywać, to minę się z prawdą, bo każdy chce. Ale tak jak mówisz, nie to jest dla nas najważniejsze. Więc jeśli wygramy, to super. Jeśli nie, to przecież nic się nie stało. Pewnie z czasem te zwycięstwa przyjdą, bo składu wcale złego nie mamy. W zasadzie, to tylko ja mam wyniki zdecydowanie poniżej oczekiwań. Tyle, że oczekiwań innych. Ja się raczej spodziewałem, że po 9 latach niemal zerowego interesowania się speedwayem, łatwo nie będzie.

Mam to samo. Oczekiwania są wielkie, a wiedza mizerna. Jakie masz zatem cele na ten sezon?


Mimo wszystko Tobie ten powrót wychodzi dużo lepiej. Przecież ja w lidze wygrałem póki co jedynie dwa biegi i to oba w pierwszej kolejce! To jest tragedia. Teraz moim celem jest pokazanie, że jeszcze nie jestem takim kompletnym „dziadem”. W wolnych chwilach, których za dużo nie ma, układam pytania i odświeżam swoją wiedzę żużlową. Chciałbym kiedyś wrócić na poziom, jaki reprezentowałem. Nie mówię nawet, że na taki, jaki jeszcze przed oficjalnym istnieniem ISQ, ale na takiego solidnego ligowca na te 10 punktów w meczu. Na szczęście teraz już się nie boję, że znowu wpadnę w jakieś uzależnienie od ISQ. Mam za dużo fajnych rzeczy wokół siebie, a moją najnowszą pasją stało się bieganie.

O tak! Nie ma nic przyjemniejszego niż założyć buty, ruszyć przed siebie i pokonywać kolejne kilometry. Szkoda, że nie ma jakiś audiobooków z historią żużla. Z pewnością by to nam pomogło.


Zdecydowanie. Nie wyobrażam sobie jednak biegania bez Spotify. I to ze specjalną playlistą, która pobudza do dania z siebie jeszcze więcej. Ale na taki spokojny, chilloutowy bieg, jak najbardziej audiobook z historią żużla by się nadał.

O bieganiu moglibyśmy gadać i gadać. Też tak miałeś kiedyś, że nie lubiłeś biegać, a jedyną aktywnością pod tym względem był bieg na autobus? A teraz czekasz niecierpliwie na kolejny bieg?


Ha! Jakbyś zgadł! W szkole zawsze byłem jednym z najsłabszych w bieganiu. Miałem nawet zwolnienie z dystansów dłuższych niż 300 metrów, bo niby się za bardzo męczyłem. To oczywiście były wymówki. Jasne, nie mam predyspozycji sprintera, ale najpiękniejsze jest właśnie pokonywanie własnych słabości. To nie było tak, że w ogóle nie uprawiałem sportu, bo czasem coś tam pograłem w kosza, czy w nogę, nawet nie na takim tragicznym poziomie. Ale w życiu nie pomyślałbym, że to właśnie bieganie stanie się moją pasją. Przez pandemię było trochę więcej wolnego czasu, pierwszy raz pobiegłem sobie ok. 8,5 kilometra pod koniec kwietnia. Zgadałem się z kumplem, zaczęliśmy biegać razem. Nawet nie zawsze faktycznie razem, ale pod kątem rywalizacji. Potem miałem miesięczną przerwę spowodowaną zabiegiem korekty przegrody nosowej, gdzie w ogóle nie mogłem podejmować wysiłku fizycznego. To było straszne! A we wrześniu przebiegłem swój pierwszy półmaraton. Ja, który w szkole miał zwolnienie z dystansów powyżej 300 metrów. Z tego pokonywania własnych słabości naprawdę jestem dumny, po bieganiu wręcz unoszę się nad ziemią. W trakcie, pewnie sam wiesz, jak jest. Non stop masz ochotę przestać. Ale o to właśnie chodzi, by nie przestawać, by osiągnąć swój cel.

Dokładnie. Ostatnio zostałeś II trenerem Champions Team, a nawet prowadziłeś zespół w jednym z meczów. Brakowało Ci tego?


Jak już wspomniałem, na początku nie chciałem się angażować. Bałem się tego, nie wiedziałem, jak to by zostało odebrane. Nie chciałem wprowadzać zamieszania. Wiadomo, jak jest. Ponadto nie spodziewałem się, że znowu się tak zaangażuję. Na szczęście nie tak, jak kiedyś, kiedy poświęcałem na ISQ kilka godzin dziennie, bo teraz są rzeczy, które mi to zrównoważą. Ale uwielbiam prowadzić zespół. Bardzo mi tego brakuje. Zgłosiłem się na drugiego trenera, bo Klecześ, którego ciągle za to opieprzamy, ma ciągłe problemy z docieraniem na czat. Poprowadziłem zespół z Fajrantami, bo to taki prestiżowy mecz. Przed sezonem debatowaliśmy, kto ma być trenerem zespołu i nie było chętnego. Nominowaliśmy Levisa.

To teraz celem sztabu szkoleniowego na pewno jest pierwsze zwycięstwo. CT sprowadziło PeeRa. Rozważane są kolejne transfery?


Celem jest przede wszystkim dobra zabawa, a przy okazji fajnie byłoby wreszcie wygrać. Dalszych transferów już nie rozważamy. Chcieliśmy sprowadzić Cysa, ale wybrał Fajrant Team. Za to doszedł PeeR, świetna sprawa, bo to też mega ważna postać dla CT. Mamy fajny skład, ludzi, którzy się dobrze dogadują, są chętni do jazdy. Na meczu z WS było nas w pewnym momencie dwunastu. Totalnie bez sensu byłoby teraz na siłę sprowadzać kogoś, kto stworzyłby jeszcze większą konkurencję, to byłoby nie fair. Próbujemy natomiast dotrzeć do legend CT, niestety Raphi nie odpisał na zadane mu na facebooku pytanie, czy należy prewencyjnie spałować Ślązaków (takie nawiązanie do dawnych czasów i drugiego ulubionego powiedzenia Raphiego). Nawet nie wiemy do końca, czy właściwej osobie zadaliśmy to pytanie.

Nie było przesłanek, żeby quiz miał nas na nowo wciągnąć. A jednak! – rozmowa z Malakiem, zawodnikiem Dobrych Duszków

Witek: Minęło osiem lat, Internet Speedway Quiz wrócił do żywych. To szmat czasu. Jak w tym okresie zmieniło się Twoje życie?

Malak (zawodnik Dobrych Duszków): Trudno nawet porównywać moje życie z 2012, a obecnie. Wtedy zaczynałem studia w Gliwicach, przeprowadziłem się z narzeczoną do Katowic. Obecnie jesteśmy już ponad pięć lat po ślubie, mamy dwójkę wspaniałych dzieci, mieszkamy piąty rok w Krakowie. Na co dzień świadczę usługi IT, więc spędzam więcej czasu przy komputerze niż dawniej, ale to mi odpowiada. Nie mogę zdecydowanie na nic narzekać. Zmieniło się też moje podejście do żużla i to znacznie.

To chyba stała tendencja w ISQ, że quizowicze inaczej postrzegają żużel niż 8 lat temu. Jak to wygląda u Ciebie?

Największy zawód przeżyłem po sezonie 2013. Nie siedziałem „od wewnątrz” w klubie (Włókniarzu), pojawiały się publikacje o długach, ale głównie ze strony dziennikarzy pokroju Dariusza Ostafińskiego, więc nie do końca brałem to na poważnie. Cały ten sezon był fantastyczny pod względem emocji, niesamowite półfinały z Unibaxem. Jednak na koniec roku, gdy zaczęły wypływać informacje o gigantycznym zadłużeniu to poczułem się całkowicie oszukany, bo nie sposób fundować emocje, a nie płacić tym, którzy faktycznie za nie odpowiadają. W ramach osobistego protestu postanowiłem nie iść ani razu na mecz w 2014, co było dla mnie dziwnym uczuciem po kilkunastu latach bez opuszczenia praktycznie żadnego domowego spotkania Włókniarza. W sezonie 2015 żużla ligowego w Częstochowie nie było, a od 2016 mieszkam w Krakowie, jak wcześniej wspomniałem. Od tego czasu obejrzałem bodaj cztery mecze Włókniarza na żywo, byłem też kilka razy na Wandzie i dużo bardziej podobało mi się w Krakowie. Niestety, tutaj też zawodnicy zostali krótko mówiąc oszukani. Obecnie oglądam bardzo dużo żużla w telewizji, mniej więcej sto imprez w skali roku. Ale patrzę na to wszystko zupełnie na chłodno. Największą przyjemność sprawia mi śledzenie wyskoków zawodników, po których nikt się tego nie spodziewał. Dlatego w sezonie 2020 chyba największą radość sprawiło mi obserwowanie fajnych wyników Kevina Fajfera w Gnieźnie, a pod kątem przyszłego sezonu liczę, że ktoś z dwójki Pawliczak/Tonder odpali na pozycji seniorskiej i Falubaz będzie miał z nich pociechę.

Jak myślisz, czym spowodowane jest to, że quizowicze inaczej traktują żużel niż kiedyś? Bo jeśli byłby to jednostkowy przypadek, to można przymknąć oko. Jednak zjawisko to jest zdecydowanie szersze.

Trudno mi powiedzieć, jak wspomniałem nie siedziałem nigdy głębiej w klubie, byłem zawsze szarym kibicem. Myślę, że te osoby, które mogły poznać żużel od drugiej strony pewnie odkryły wiele ciemnych stron i to z pewnością zniechęca. Natomiast z perspektywy typowo kibicowskiej też jest to trudne do zdefiniowania, ale spróbuję. Wydaje mi się, że jest pewien paradoks w tym wszystkim, bo doszliśmy do punktu w którym zawodnicy zagraniczni potrafią jeździć tylko i wyłącznie w lidze polskiej, coraz więcej z nich latami reprezentuje jeden klub, można naprawdę się do nich przywiązać. Przecież nawet z perspektywy Włókniarza, Madsen będzie jechał już piąty sezon w barwach Lwów, a jeśli wypełni kontrakt to i szósty. Z takim zawodnikiem można się teoretycznie identyfikować, pod względem punktowym można śmiało go stawiać ponad Sullivana czy Screena. Ale jestem pewien, że więcej kibiców będzie wspominać tę dwójkę. Starałem się to analizować, nawet pod kątem tego słynnego ataku Screena w meczu z Gorzowem, to nie sama akcja jest najważniejsza. Najfajniejsza była ta atmosfera, te tłumy, które wybiegły na murawę, tor, podrzucały go. To moim zdaniem powodowało, że choć „obcy” to był „swój”. Teraz po meczu zawodnicy zrobią rundkę, przybiją piątkę (w sezonie covidowym nawet tego nie ma) i w sumie to tyle, możesz iść do domu. Wypowiedzi do TV są poprawne, bo nie mogą być inne. Przecież ostatnio Oskar Polis w wywiadzie dla SF powiedział, że jego zdaniem przyjście Piotra Mikołajczaka doda profesjonalizmu klubowi i ten wywiad został ocenzurowany. Dążę do tego, że cały ten światek żużlowy zaczyna być po prostu odległy, mamy produkt, który ma się sprzedać, nie dostarczać emocji i jakiejś więzi z klubem. To nie jest problem tylko żużla jako takiego, ale to już temat na głębszą dyskusję. Dlatego moim zdaniem osoby w ISQ z założenia posiadają większą niż przeciętna wiedzę na temat tego sportu i cała ta otoczka może ich męczyć.

Przejdźmy zatem do ISQ. Spodziewałeś się, że quiz wróci i będzie sobie tak dobrze radził?

Powiem szczerze, że nie. Nie miałem profilu na FB, ale odwiedzałem regularnie (dwa razy w roku) grupę, żeby zobaczyć, czy coś się zmieniło, ale z czasem przybrało to po prostu formę wspomnienia tego, że ISQ kiedyś istniało. Dopóki działało forum, to też je odwiedzałem, ale z czasem było coraz więcej postów od botów, ogólnie przykry obrazek. Pamiętam post bodajże z września 2019 ze zdjęciem EKG, jakoby zapowiadający powrót, ale potem znowu była cisza. Więc sam moment reaktywacji wiosennej przegapiłem, dopiero gdy założyłem konto na FB bodajże w czerwcu tego roku to zacząłem obserwować grupę ISQ i z zaskoczeniem spostrzegłem, że odbywają się regularnie zawody towarzyskie. Dlatego zgłosiłem się do Ligi Miast, ale nie miałem jakiegoś entuzjazmu, zapominałem o zawodach. Dopiero Mezzi napisał do mnie, gdy Wanda nie miała pełnego składu w czwartej rundzie. Wystartowałem w trzech rundach, bez jakichś oszałamiających wyników. Potem rozmawiałem z Lowigusem o reaktywacji DD, ale jakoś bez większej ekscytacji. Z czasem jednak zapał rósł, treningi, sparingi i na pierwszy mecz z WS czekałem już jak na szpilkach. Potem zaangażowałem się w robienie statystyk oraz gromadzenie wyników z przeszłości, więc obecnie jestem totalnie wkręcony w ISQ. Nie spodziewałem się, że quiz może tak sobie dobrze radzić, bo skoro upadł, gdy byliśmy osiem lat młodsi, to nie było przesłanek, żeby akurat teraz miał nas na nowo wciągnąć. A jednak, dzięki wielkiej pracy Kaspera, całego Zarządu, a w dalszej fazie zaangażowaniu trenerów i zawodników możemy znowu się świetnie bawić i przeżywać emocje.

Mówisz, że tworzysz bazę wyników. Kiedy gotowy projekt ujrzy światło dzienne?

Na ten moment po prostu zbieram materiały, które udostępniali inni w jedno miejsce. Korzystam z danych od RavLita, Cysa oraz ostatnio Twoich. Myślę, że to kwestia jednej dłuższej posiadówki i całość wyląduje ostatecznie na moim dysku Google. Potem pozostanie trudniejsza część, czyli odzyskanie wyników, których dotychczas nie zdobyłem. Mówimy tutaj na ten moment o Kryterium Asów, Mistrzostwach Par (z wyjątkiem sezonu 4), Drużynowym Pucharze oraz prawdopodobnie Złotym Nicku z sezonów 10-12. Planowałem wszystkie te materiały zebrać, aby potem stworzyć profile klubów i zawodników na portalu, tak żeby wchodząc w dany klub móc zobaczyć historię jego wyników w ISQ, przechodząc do danego sezonu móc podejrzeć średnie jego reprezentantów, a także podejrzeć występy sezon po sezonie każdego z quizowiczów. Natomiast dostałem informację, że po tym sezonie ma być wdrażany nowy portal i tam takie feature’y mają być, więc gromadzę te materiały, żeby nam nie uciekły na przyszłość. Zachęcam każdego, kto dysponuje wynikami z przeszłości do podrzucenia mi ich mailowo na jakubhutny@icloud lub na messengerze. Ja sam staram się w miarę możliwości kontaktować się z quizowiczami z dawnych lat, licząc, iż może takie dane przetrwały na ich dyskach twardych lub płytach ??

O takiej bazie zawsze marzyłem. Trwa 7. kolejka rozgrywek ligowych. Spodziewałeś się takich rozstrzygnięć? Dominacji Bad Company, walki Dobrych Duszków o play-offy?

Bad Company na papierze wyglądało najmocniej i dotychczas nie zawodzą. Żałuję oczywiście, że w naszym spotkaniu uciekli nam w biegach nominowanych, bo jeszcze po 12 biegach prowadziliśmy dwoma punktami, ale mówi się trudno. Jeśli chodzi o Duszki, to od momentu przyjścia Kaspera uważam, że mierzymy w medal i na ten moment tak to się układa. Mamy jednak świadomość przed rundą rewanżową, że nasze zwycięstwa były zazwyczaj minimalne, więc czeka nas bój o zwycięstwa i bonusy. Jeśli chodzi o inne drużyny, to pozytywnie zaskakują Rycerze Zodiaku, pomijając oczywiście aferę z Jakubo i Gallopem. Mimo niezłej pozycji w tabeli spodziewałem się troszkę lepszej postawy Buoni Fantasmas. Zawodzi na pewno Champions Team, ale to doświadczona ekipa i myślę, że jeszcze się podniosą.

Reaktywowałeś wraz z Lowigusem Dobre Duszki. Trudno było namówić zawodników do jazdy?

Prawdę powiedziawszy nie brałem udziału w kompletowaniu kadry. Oprócz wspomnianej wcześniej rozmowy z Lowigusem, która była moją niejako deklaracją członkowską, mieliśmy starą gwardię DD, czyli Magika, Wojtasa. Był też Santos, ich kolega z Leszna. Eryka, Farmera i Maćka, więc debiutantów lub prawie debiutantów rekrutował Lowigus po ich ogłoszeniach na FB. Kaspera z tego, co wiem, to namówił Magik. Nie wiem, jak wyglądały transfery Cinka i Brindela, ale sezon 12 spędzili odpowiednio w DD2 i DD, więc to naturalna kontynuacja i dobrze, że są z nami. Natomiast po okresie transferowym Magik jasno określił, że nie chce pełnić roli drugiego trenera, więc dogadaliśmy się, iż ja podejmę się tego zadania. Główne decyzje podejmuje Lowigus, ja tylko czasem doradzam.

Na jednym z meczów podałeś Lowigusowi obsadę biegów nominowanych, to to doradzanie chyba dobrze idzie. Masz aspiracje, by zostać trenerem DD?

To nie do końca tak, że podałem. Podczas każdego spotkania zgadujemy się w trakcie meczu i przed biegami nominowanymi, jak to widzimy, ale decyzja ostateczna należy zawsze do Lowigusa. Na przykład w meczu z Toxic Lizards sugerowałem inne ustawienie, ale Lowigus zdecydował się na swoją wizję i dało nam to zwycięstwo. Wspomniany przez Ciebie mecz z Fajrant Team był z kolei taki, że mieliśmy w głowie słabe biegi nominowane z meczu z White Sox, więc trener chciał zdać się troszkę na moją wizję. Ale najczęściej jest tak, że widzimy to tak samo, ewentualnie drobna zamiana jednego zawodnika z drugim. Odnośnie drugiej części pytania – uważam, że Lowigus super sprawdza się w tej roli, był zresztą moim trenerem już w czasach DD2. Ja lubię tę część analityczną, układanie par, natomiast nie mam doświadczenia trenerskiego w ISQ, nie rekrutowałem zawodników ani prowadziłem drużyny sam w meczu. Dopóki Lowigus chce być trenerem, uważam, że powinien pełnić tę funkcję. Jeżeli jednak w jakimś punkcie stwierdzi, że nie chce tego dalej robić, to jestem gotów wziąć dalsze losy DD na swoje barki. Choć z drugiej strony myślę czasem o przywróceniu DD2 do życia, tam miałbym też okazję rozwinąć się trenersko. Zobaczymy, co przyniesie przyszłość, ale myślę, że prędzej czy później gdzieś funkcję pierwszego trenera pełnić będę.

Sam się już przekonałem, że poważnie myślisz o Dobrych Duszkach. Jak ocenisz swój powrót do ISQ?

Myślę, że zawodniczo jest lepiej niż się spodziewałem. Pierwsze dwa moje występy w Lidze Miast wskazywały raczej na poziom w okolicach średniej 1,0. Dopiero ostatnia runda pozwoliła mi uwierzyć, że stać mnie jeszcze na dużo. Później IM ISQ i dość niespodziewane piąte miejsce pozwoliło mi poważnie myśleć, że mogę być wartościowym zawodnikiem Duszków. Obecnie oceniłbym siebie jako taką drugą linię+. Nie schodzę z poziomu 8-9 punktów, ale też, z wyjątkiem meczu z Fajrant Team, nie mogę przebić granicy dziesięciu punktów. Na pewno spokojniej podchodzę do swoich występów, dawniej moim celem było zawsze skończenie sezonu z średnią 2,0 i im się od tego oddalałem, tym bardziej mnie to dołowało. Teraz cieszę się z tego, jak jest, choć nie ukrywam, że mam ambicję, żeby zacząć przebijać „dychę” regularnie. Natomiast pilnuję też, żeby nie schodzić poniżej obecnego poziomu.

A w zawodach pozaligowych w co celujesz?

Gdy widzę jazdę takich zawodników jak Daniel czy Paweu, to patrzę realnie i nie widzę siebie z medalem IM ISQ. Ale na pewno chciałbym znaleźć się w finale. Zawsze najbardziej lubiłem zawody parowe i mam nadzieję, że będę się na tyle dobrze prezentował, że załapę się do składu na te zawody, a tam zawsze celem jest medal. Nie wiem, w którym kasku wystartuję, jeżeli w Srebrnym to chciałbym być w czołówce. Czekam też na powrót Grand Prix, liczę, że będzie się odbywać od przyszłego sezonu, bo zawsze lubiłem cykliczne zawody.

Miałem się nie angażować w ISQ, ale nie wyszło – rozmowa z Witkiem, zawodnikiem Red Sox

Witek przez lata stał na czele Internet Speedway Quiz i dowodził trzema klubami. Teraz przygląda się wszystkiemu z boku i dba o rozwój Portalu ISQ. Wywiadu sam ze sobą jednak nie przeprowadzi, a uważa, że ma wiele do powiedzenia na temat sytuacji w Internet Speedway Quiz. Opowiedział m.in. o planach na przyszłość, ocenił pracę Zarządu, a także powiedział o tym, czy sam trafi do Zarządu.

Wywiad przeprowadził Plonek, trener Fajrant Team.

Plonek: Zaczynając nasz wywiad, chciałbym spytać, co zmieniło się u Ciebie przez te 8 lat „odpoczynku” od Internet Speedway Quiz.

Witek (zawodnik Red Sox): Przez te osiem lat zmieniło się wszystko. Nie mieszkam już w Częstochowie i bardzo mi z tym dobrze. Zamiast żużla bardziej interesuje mnie piłka nożna i nią się częściej zajmuje zawodowo. Mam wspaniałą żonę i wszystko mi się bardzo dobrze ułożyło. W międzyczasie miałem oczywiście trochę do czynienia z żużlem, ale gdy pracowałem w biurze prasowym Włókniarza, to przestał mnie jarać żużel.

Czyli zgadzasz się z tezą postawioną przez kilku użytkowników na forum, że tylko żużel amatorski jest piękny, a zawodowy wtedy, gdy się go nie widzi od środka?

Zdecydowanie tak. Działając we Włókniarzu aż za dobrze widziałem, jak to wygląda od środka. Przeżyłem na żużlu sporo pięknych chwil, ale od kilku lat idąc na mecz nie mam żadnych emocji. Lata mi jaki będzie wynik, więc w tym roku nie byłem na żadnym. Bardziej podobał mi się za to żużel w Świętochłowicach, choć walki nie było, ale tam wszyscy się przeżywali to, że jest żużel. Niestety, jak tak dalej pójdzie, to tego sportu za kilka lat nie będzie. Bańka musi kiedyś prysnąć.

Niestety, pewnie prędzej czy później to nastąpi. Przejdźmy teraz do ISQ: swego czasu byłeś można rzec „człowiekiem orkiestrą” ciągnącym cały quiz. Czy możesz opowiedzieć jak to wyglądało? Jak z perspektywy czasu oceniasz swoje zaangażowanie? Czy jeśli moglibyśmy się cofnąć w czasie, to poświęcałbyś ISQ tyle czasu, co wtedy?

Trochę się tam pozarządzało quizem. Jak tak liczę, to było to około sześciu lat. To był piękny okres, z którego wyniosłem wiele wspaniałych znajomości. Część z nich teraz odkrywam na nowo. Zarządzanie quizem nie było łatwe, zmagaliśmy się z wieloma problemami, w tym z oszustwami, na które sam się dawałem nabierać przyjmując kilku takich gagatków do Black Sox i zamiast wychwycić talent w swojej drużynie, to przyciągałem multikonta.

A wpływało to na Twoje życie prywatne?

Faktem jest, że na życie prywatne wtedy to nieco wpływało, ale też z drugiej strony zbyt szalonego życia towarzyskiego to nie miałem. Ale gdy już dochodziło do kolizji terminów, to po prostu starałem się przełożyć mecz. Gdybym mógł cofnąć czas to nadal bym się angażował w quiz tak, jak wtedy, ale gdy już dochodziło u mnie do pewnego rodzaju wypalenia, to nie oddałbym ISQ w ręce Marca, o którym nie mam zbyt dobrego zdania z wiadomych względów. Gdybym jednak wtedy miał ten rozum, co dziś, to mielibyśmy już 21 sezon i kto wie, może trzy szczeble rozgrywek.

Koniec końców ISQ wróciło po 8 latach przerwy. Czy myślałeś, że faktycznie to się uda po tak długim okresie czasu, czy już raczej nie dawałeś szans temu projektowi?

Szczerze mówiąc, to nie spodziewałem się, że ISQ jeszcze kiedykolwiek wróci. Ligę miast i towarzyskie ściganie traktowałem jako zabawę, która za chwilę wszystkim się znudzi, bo braknie zaangażowania. Sam nie chciałem startować w ISQ, ale skusił mnie Bosky, kiedy pisał, że reaktywuje Black Sox. No to czemu Black, a nie Red Sox? A jak już było Red Sox, to nie potrafiłem odmówić. Miałem się nie angażować w ISQ, ale nie wyszło.

Zaangażowałeś się w Portal ISQ, który jest świetną reklamą quizu. Planujesz jeszcze większą aktywność?

Zacząłem pisać na Portalu ISQ i rozkręcać go, co daje mi sporo satysfakcji. Choć trzeba przyznać, że poprzeczkę zawiesiłem sobie wysoko. Zastanawiałem się nad tym, czy zwiększyć zaangażowanie i pomóc chłopakom z Zarządu. Oni wiedzą, że mogą liczyć na moje rady, ale raczej do Zarządu nie wstąpię, choć nigdy nie mów nigdy. Wydaję mi się, że łatwiej mi się wypowiadać jako zwykłemu quizowiczowi. Wtedy nie muszę się gryźć w język. Gryzłem się przez sześć lat i teraz już nie zamierzam. Moim zdaniem nie może być tak, że ludzie proponują zmiany, a Zarząd milczy. Za chwilę mamy siódmą kolejkę i nie wiemy czy liczą się bonusy.

Jak zatem oceniasz nowe ISQ?

Nowe ISQ oceniam pozytywnie. Jestem pod ogromnym wrażeniem zaangażowania ludzi w ten projekt. Nie spodziewałem się, że tak będzie. Mamy już 6. kolejkę, za sobą kilka kontrowersji i wciąż na nowo uczymy się ISQ. Ja na przykład nie ogarniam tematu literówek i podobnych nazwisk, ale trwają nad tym debaty. Mieliśmy też jedną aferę i bałem się, że to może być gwóźdź do trumny, ale jak widać nie jest. Bawimy się dalej, a tych, którzy zachowali się nie fair wyrzucono z quizu. Nie mam pojęcia po co w internetowej grze, w której nie walczymy o żadne nagrody ani gratyfikacje, oszukiwać. No ale może dlatego, że nie oszukiwałem. Trzeba byłoby zapytać ekspertów w tym temacie.

No właśnie, dopiero co zaczęliśmy zabawę w miarę zaufanym gronie ludzi, a tutaj już niektórzy od początku nastawieni byli na oszustwo. Czy uważasz, że kara jest wystarczająco wysoka? Wiadomo, że w starym ISQ tacy delikwenci nie mieliby prawa powrotu.

Przede wszystkim bardzo szkoda, że doszło do takiej sytuacji. Lubiłem i dalej lubię Jakubo, fajnie mi się z nim rozmawiało, ale niestety zrobił, co zrobił. Ja się jakimkolwiek oszustwem w ISQ brzydzę. Trochę tych afer wytropiłem i za każdym razem był szok. Największy chyba w przypadku Radka, który mógłby być legendą ISQ, ale wybrał nieco inną drogę. Uważam, że kara dla Gallopa i Jakubo jest zbyt niska. Wiem, że ludzie się zmieniają i mogą być lepszymi, ale skoro jest jakiś regulamin, to go przestrzegajmy. Bawimy się tu w kilkudziesięciu chłopa i mnie lata czy zrobię trójkę, czy zero – choć wolałbym trójki. Czy Red Sox wygra, czy nie, to też mi zasadniczo obojętne. Liczy się zabawa. Wiadomo, że fajnie się wygrywa, ale nie za wszelką cenę. Ale niektórzy sądzą inaczej. Może za dobrze nie pamiętam, ale za mojej kadencji w Zarządzie byliśmy bardziej surowi. Dodam też, że te lata temu wiedziałem, że TL nie do końca gra czysto, ale dowodów nie miałem. Wystarczyło jednak trochę przycisnąć i sami by się wtedy przyznali, ale lepiej się przyciska, jak jest się poza Zarządem.

Wróćmy jeszcze do twoich „dzieci” czyli Red Sox i White Sox. Nie ciągnie wilka do lasu i nie ma planach reaktywacji Black Sox?

Zobaczymy jak się rozwinie sytuacja. Jeśli Zarząd postawi na promocję gry i będzie wielu debiutantów, to chętnie założę Black Sox, w którym będą tylko zawodnicy stawiający pierwsze kroki. Może regulamin zezwoli mi na jazdę jako gość? Jeśli rządzący będą chcieli, to mogę coś doradzić, ale to już od nich zależy. Powiem szczerze, że miałem nie angażować się w ISQ, ale gdy już startuje w meczach, to niekiedy brakuje mi tego, że sam układam taktykę. Nie mam tyle czasu i chęci, by w trakcie meczu zajmować się protestami o jedną literkę albo szukać czy był żużlowiec o takim i takim nazwisku, by z 1:5 zrobiło się 2:4. Jeśli miałbym zostać trenerem, to raczej w zespole debiutantów. Podkreślam – debiutantów, a nie multikontowców.

Zajmijmy się zatem ścieżkami rozwoju ISQ. Co według Ciebie byłoby lepsze dla quizu? Pozostać w swoim własnym hermetycznym gronie i ściągać pojedyncze jednostki, czy robić promocje i wielki zaciąg nowych twarzy. Wtedy musimy liczyć się z tym, że wiadomo jak to z nowymi, mogą się zacząć różne oszustwa i inne tego typu sytuacje?

Jeśli będzie promocja, to możemy przyciągnąć fanatyków speedway’a, którzy coś o nim wiedzą, ale też takich, co mogą być krnąbrnymi charakterami. Pytanie dotyczące rozwoju jest inne: na co jesteśmy gotowi organizacyjnie? Czy znajdzie się tylu sędziów, by prowadzić większą liczbę meczów. Czy będzie odpowiednia liczba pytań itd. Zarząd czeka poważna debata na ten temat, o ile oczywiście takie rozwiązanie biorą pod uwagę. Ja bym postawił na szeroką promocję, bo w przeszłości dawało to dobre efekty. Oszukiwali zazwyczaj nie nowi, ale ci, co już od lat w quizie byli.

Czy stawiasz sobie jakieś cele indywidualne na ten sezon? Pewnie miło byłoby ponownie stanąć na najwyższym stopniu podium IM ISQ?

Pewnie tak, ale to jest nierealne. Powoli łapię formę i w ostatnim meczu byłem nawet liderem Red Sox, ale nie czuję się na tyle pewnie, by przed spotkaniem zapisywać na swoim koncie dwucyfrówkę. Celów nie mam, nie wiem czy wystartuje w IM ISQ. Wstyd byłoby się skompromitować i odpaść w ćwierćfinale, a tego się trochę boję. Liczy się zabawa.

Autor: Plonek.

Bosky przerwał milczenie. Mówi o rezygnacji z Zarządu ISQ i pytaniach z puli

Bosky długo milczał, ale wreszcie dał się skusić na wywiad. Odpowiedział na pytania dotyczące swojej rezygnacji z bycia członkiem Zarządu ISQ, a także odniósł się do tematu pytań na ostatnim meczu Fajrant Team – Bad Company.

Witek: Tydzień temu dodałeś wpis o rezygnacji z pracy w Zarządzie. Co było powodem takiej decyzji?

Bosky (trener Red Sox, były członek Zarządu ISQ): Powodem była rozbieżna z niektórymi członkami Zarządu wizja ISQ. Ja traktowałem ISQ jako zabawę, bez szczególnego napięcia na wynik. Oczywiście, jak każdemu zależy mi na tym, żeby moja drużyna wygrywała, ale nie za wszelką cenę. Niestety, przez ostatnie co najmniej trzy miesiące włożyłem grube godziny w to, aby jakoś tam pomóc w reaktywacji quizu i było mi po ludzku żal, kiedy podczas meczu mojej drużyny ktoś załatwiał swoje prywatne porachunki. Z resztą – czasami myślę, że lepiej zamiast tracić nerwy, to po prostu pewne sprawy zostawić za sobą. Dlatego nie wyobrażałem sobie spędzania kolejnych dni na quizem, w którym niektórym wynik drużyny przysłania sens zabawy.

Decyzja jest ostateczna?

Zdecydowanie ostateczna co do Zarządu. Jeśli chodzi o prowadzenie drużyny – chłopaki z RS nie dają mi spokoju ?? Mam super gości w zespole i trochę mi żal odchodzić jeśli chcą żebym był trenerem. Mimo wszystko, jeśli będzie osoba godna podjęcia rękawic i chętna do zarządzania Skarpetkami, to nie widzę powodu dla którego miałbym zajmować miejsce. Nawiasem mówiąc, w obecnym składzie widzę takich osób co najmniej kilka. Mamy bardzo dobrych zawodników, ale jeszcze fajniejszych ludzi i na tym polega przewaga RS. Czasami niektórych też ponosi ambicja, dlatego ważne, żeby kolejny trener potrafił nad tym zapanować.

Zawodnicy Red Sox namawiają Cię jednak do pozostania. Dasz się namówić?

Odpowiedzi w zasadzie udzieliłem powyżej. Jeśli znajdzie się inny chętny godny zaufania (tak, chociażby o Tobie Witku mówię), to nie widzę powodu, dla którego miałbym blokować miejsce.

Ja raczej odpadam. Nie mam czasu i chęci bawić się w protesty o jedną literkę w imieniu. Spodziewałeś się takiej atmosfery w rywalizacji w ISQ?

Właśnie ze względu na tą atmosferę zrezygnowałem. Czasami mi się wydaje, że niektórym sufit spadł na głowę… Mówiąc bardziej dokładnie – w jednym meczu naszej drużyny wnioskowałem o powtórzenie biegu, w którym moim zdaniem wyniki zaliczone przez sędziego były błędne. W drugim – dostałem ochrzan od moich podopiecznych, bo chciałem być fair w stosunku do rywali. W kolejnym meczu drużyna przeciwna pokazała, że nie było warto. Szczerze mówiąc, minął ponad tydzień i dalej nie chce mi się za bardzo o tym gadać.

Przejdźmy zatem do tematu pytań. Jesteś jednym z opiekunów puli, a poziom pytań to drażliwy temat.

Drażliwy, ale nie lubię chować głowy w piasek i dlatego zawsze starałem się uzyskać od reszty Zarządu spójną decyzję w dotychczasowych problemach. Po ostatnim meczu FT – BAD na portalu pojawił się komentarz Molkena. Z góry chciałem zaznaczyć, że to były bodaj pierwsze wątpliwości co do pytań z mojej puli, a problemów w innej puli nie chcę tłumaczyć (to powinna raczej zrobić osoba za nią odpowiedzialna). Jeśli pozwolisz chciałbym się zatem odnieść do słów Molkena.

Śmiało.

Wszystkie wątpliwości Fajrant Team w trakcie meczu dotyczyły pytań rezerwowych. Jak sama nazwa wskazuje – są one rezerwowe, ponieważ ich poziom jest łatwiejszy, bądź odbiegają one w moim odczuciu nieco od standardu podstawowego zestawu. To też nie jest tak, że pytania rezerwowe są napisane z błędami, albo są oderwane od rzeczywistości. Merytorycznie jest z nimi wszystko ok, nie zawierają również błędnych informacji, więc nie mam najmniejszych podstaw, żeby je odrzucić. Najczęściej tego typu pytania wracają do autora do poprawki – chociażby po dopisanie jakiegoś faktu dotyczącego zawodników. Pytania zupełnie oderwane od rzeczywistości oczywiście odpadają. W wypadku tego pytania mówimy o IMŚJ, w których jeden z zawodników wygrał dwie z trzech rund, a mimo tego nie zdobył złotego medalu. Sam fakt wydaje mi się na tyle interesujący, że można ułożyć pytanie dotyczące tego kto w taki sposób nie zdobył tytułu. Zwłaszcza jeśli w dalszej części pytania jest także wskazówka dotycząca żużlowca, który go wyprzedził.

Padł zarzut, że było zbyt zawiłe.

Do wglądu i ocenienia przez pozostałych uczestników quizu wrzucam owe feralne pytanie:

Gdy wygrywasz 2 z 3 rund IMŚJ, to zdobycie brązowego medalu w ostateczności nie jest najlepszym rezultatem. Taka sytuacja dotknęła w przeszłości tegorocznego uczestniczka cyklu GP, który w przeszłości reprezentował m.in. Tarnów, Ostrów czy Leszno. Wyżej od niego w klasyfikacji końcowej IMŚJ wspomnianego sezonu stanął późniejszy IMŚ oraz zawodnik, który otrzymał stałą dziką kartę do GP na sezon 2021. Podaj imiona wymienionej trójki.

Jeszcze raz chciałbym zaznaczyć, to pytanie w zestawie miało pozycję R3 i w wielu innych meczach w ogóle nie zostałoby puszczone. Pech chciał, że padło sporo powtórek biegów i również takie pytanie zostało użyte

Co do dalszej części i słów: „też mogę napisać pytanie o Tomasza Golloba tak, że nikt go nie zrozumie. A nie o to chodzi” – nie do końca się zgadzam. W moim odczuciu pytania nie muszą zawsze od linijki na zasadzie wymienienia tytułów, klubów w lidze polskiej i roku, w którym zawodnik po raz ostatni wyjechał na tor. Nie widzę przeszkód, aby pytanie dotyczyło jakiegoś szczególnego biegu, który skończył się wynikiem 0:0, albo finału IMŚJ. W ten sposób można także ułożyc pytanie o Golloba, w którym jego zgadnięcie wcale nie jest oczywiste. Z drugiej strony, jeśli mamy pytać tylko o suche fakty, to zakładam, że pytania o Golloba i Zmarzlika nigdy nie powinny mieć miejsca.

Czyli temat opieki nad pulą to wcale nie jest łatwe zagadnienie?

Myślę, że samo prowadzenie puli nie jest bardzo skomplikowane. Mam tylko wrażenia, że oczekiwania są czasami nieco zbyt wygórowane. Łatwo jest wytykać błędy, natomiast trudniej przyznać, że dany zestaw (albo konkretne pytanie) było fajne. Z tego meczu zapamiętany zostanie finał IMŚJ, natomiast nikt nie wspomniał, że były np trudne i w moim odczuciu bardzo wysokiej klasy pytania o Alana Molyneuxa, Krystiana Endricha, Ilkka Teromaa, Pratta, Domanieckiego, Nordina, czy kluby żużlowe za granicą. Wiadomo, że łatwiej jest uczepić się jednego pytania, które nie podpasowało i na bazie tego pisać, że pula była zła.

Widzisz kogoś, kto mógłby Cię zastąpić w Zarządzie?

Jasne, że tak. Z resztą Zarząd już sobie chyba dobrze poradził. Nie ma ludzi niezastąpionych jak mawiają. W moim odczuciu swoje prawo głosu powinni mieć również przedstawiciele z innych klubów, ale to już nie moja broszka.

Nowe oblicze Portalu ISQ. Będzie jeszcze lepiej! hN ma na to plan

Podoba wam się wygląd Portalu ISQ? Jeśli tak, to przeczytajcie wywiad z autorem tego projektu. hN opowiada nam o planach na przyszłość Portalu ISQ, który jest wizytówką naszego quizu.

Mezzi (Portal ISQ): Internet Speedway Quiz wraca po kilku latach przerwy. Czy Tobie hN, brakowało rywalizacji na czacie?

hN (Buoni Fantasmas): Na samym początku, po upadku na pewno. Potem wydawało mi się, że pogodziłem się z tym, że Quiz już nie wróci w takiej formie w jakiej go znaliśmy, szczególnie po pierwszej przygodzie ze zbiórką. Ale w końcu nie bez powodu założyłem grupę „Reaktywacja ISQ” 7 lat temu, żeby nie próbować. Ten rok to paradoksalnie dla ISQ warunki idealne, ale nie było by tu nas gdyby nie zaangażowanie Kaspera, Boskiego, Daniela, Mezziego i Lowigusa.

Nie ukrywamy, że dołożyłeś bardzo ważną cegłę do rekonstrukcji ISQ. Kasper postawił czat, w dodatku wspierałeś go w kilku kwestiach. Sam rozwinąłeś Portal od strony graficznej. Czy możesz nam powiedzieć o swoich działaniach w wyżej wymienionych kwestiach?

Zawodowo pracuje nad kreacją dla klubów sportowych i ich wizerunkiem w social media. Naturalnym krokiem było przygotowanie chociaż podstaw: nowych logotypów w wyższej rozdzielczości. Portal i tak teraz nawet w połowie nie działa tak jakbym chciał, bo zwyczajnie brakuje czasu, żeby to ogarnąć. Na szczęście Witek zrobił świetną robotę w zakresie treści i aż ciepło na serduszku się robi po wejściu na ISQ.com.pl

Portal działa na wysokich obrotach. Ładnie, schludnie, ze sporą liczbą tekstów. Twoim zdaniem jakie są największe zalety Portalu ISQ? Co ewentualnie brakuje, a jest możliwe, by to pozyskać, udoskonalić?

Plan jest taki, żeby to, co mamy teraz było tylko przejściowe. W ciągu kolejnych kilku miesięcy chcemy przygotować dedykowany portal zintegrowany z forum – swego rodzaju wirtualną siedzibę ISQ. Będzie tam baza danych zawodników, archiwalne wyniki, statystyki, fora klubowe itd. Na razie mamy wstępny projekt szkieletu i tego co chcemy – jeśli ktoś ma jakiś pomysł – zapraszam do kontaktu.

Jesteś w stałym kontakcie z Zarządem, widzisz co się dzieje? Jakie kwestie podobają Ci się najbardziej względem nowego sezonu, a gdzie mamy jeszcze braki?

Ciężko powiedzieć bo wracamy po 8 latach, a jak pokazują pierwsze mecze i różne komentarze po kontrowersyjnych sytuacjach odczucia są różne, ale przeważają te pozytywne. Moim zdaniem – zarząd robi świetną robotę chociaż jeszcze widać brak doświadczenia w rozsądzaniu niektórych sporów. Będzie dobrze!

Znasz się na tzw. e-sporcie. W dużej mierze na tym wzorowałeś się na odtworzeniu Portalu. Czy ISQ, można albo będzie można w przyszłości powiedzieć, że jest to e-sport?

Na ten moment na pewno nie. Brakuje nam narzędzi, które pomogłyby wyrównać szanse. Traktujmy ISQ jako zabawę.

Startujesz w Buoni Fantasmas, chyba innej opcji nie było, bo z tym zespołem jesteś związany bardzo długo. Na co twoim zdaniem stać BF w tym roku?

Przy reaktywacji postawiliśmy na powrót starych znajomych – to niestety jest też czynnikiem, który nas ogranicza, bo każdy z nas ma inne obowiązki i ciężko skupić się na tym, żeby klepać dobre wyniki. Sportowo – nowe duchy na plus: Wazzup na pewno pozytywnie zaskakuje, Grigorian też bardzo pozytywnie. Brakuje trochę od starej gwardii: Rudolfa, Lirasza i Suharka. Mamy nadzieje, że już wkrótce będzie tylko lepiej.

Wracając do Portalu. Nie jest tajemnicą, że projektowałeś loga kilku drużynom. Długo się nad tym pracuje? Na pewno jesteś dumny z wykonanej roboty, a ludzie oceniają je pozytywnie.

Faktycznie nie słyszałem, żeby ktoś narzekał. Projekty są raczej proste i mocno czerpią z przeszłości, więc kwestia dopasowania i dopracowania kilku elementów – praca na kilka godzin. Nadmienię też, że FT projektował Molken, DD Lowigus, a oryginalny projekt BF to dzieło Lezawa. Do układanki brakuje nam jeszcze CT i TL.

Osiem zespołów w lidze. Czy to jest optimum? Odzew graczy w okresie pandemii był duży. W jakim kierunku powinniśmy podążać jako ISQ?

Dla I ligi i systemu każdy z każdym na pewno jest dobrze. Ciężko powiedzieć na dzisiaj czy ta liczba będzie się dynamicznie zwiększać tak, żeby udało nam się sensownie zwiększać liczebność drużyn. Uważam natomiast, że dla zwiększenia rywalizacji powinniśmy szukać wtedy rozwiązań z jedną ligą, a nie robić na siłę drugiej.

Co negatywnie zaskoczyło Cię na początku tego roku? Przepisy, może zachowanie uczestników, pytania, może poziom rywalizacji?

Chyba tylko nierówny poziom pytań i związane z tym kontrowersje. Trzeba pamiętać, że ISQ ma bawić i uczyć, i przynajmniej na poziomie ligowym nie powinno polegać na kojarzeniu totalnie nieistotnych faktów. Kto widział nasz mecz z CT ten ma mniej więcej zarys o co mi chodzi. Ale z drugiej strony szacun dla Artasa za prace włożoną w ułożenie takiego zestawu, na którym nie byłem w stanie przywieźć ani jednego punkta.

Jaki cel sobie stawiasz w ISQ, albo w jakiej roli widzisz się w ISQ? Czy będziesz trzymać się tej technicznej strony, a może liczysz na poprawę swojej dyspozycji w zawodach ligowych?

Chyba wygórowanych marzeń nie mam. Sportowo jednak miło byłoby wygrywać. Reaktywacje z Danielem, Guru, Marianem i Hucikiem rozpoczęliśmy od wygranej w LM i to już było coś. Fajnie byłoby zdobyć jakiś medal, ale tutaj pozostaje celowanie w DM i MP. Forma indywidualna na razie jest całkiem niezła, może więc występ w IM byłby z tej strony niezłym osiągnięciem. Pożyjemy, zobaczymy.

Bez niego ISQ by się nie odrodziło. Kasper myślał o czacie jeszcze przed pandemią!

Jest symbolem ISQ, Kasper, zawodnik skuteczny, szybki, utytułowany. W naszym quizie zrobił właściwie wszystko. Sezon 13′ ISQ to jego zasługa. Gdyby nie reaktywacja czata, nie ruszylibyśmy z rozgrywkami ligowymi pomiędzy rokiem 2020 i 2021. Za wielki trud i pracę należą mu się ogromne podziękowania.

W rozmowie z Portalem ISQ, Kasper przekazuje nam informacje na temat swojego rękodzieła oraz obecnej sytuacji w ISQ.

Jak Ci się Kasper podoba ISQ po ośmioletniej przerwie?

To, że nasz quiz wrócił z niebytu po ośmioletniej przerwie dla mnie zakrawa na cud. Ten cud mógł się ziścić z małą pomocą ze strony niesławnej pandemii, kiedy to w marcowym lockdownie Guru zaprosił nas na jeden z publicznych czatów. A tak serio mówiąc, wiemy, że to wielki zapał i zaangażowanie nas wszystkich quizowiczów sprawiły, że znów spotykamy się na klubowych kanałach i toczymy ligowe boje. ISQ po przerwie jest inne, ale rdzeń jest wciąż ten sam, wciąż masa frajdy i dreszczyku, gdy nasz nick zostaje zaanonsowany w obsadzie, a chwilkę potem wyświetla się pytanie. Choć minęło 8 lat, to okazuje się, że wielu z nas zupełnie się nie zmieniło i dla mnie to taka mała podróż w czasie.

Wielu podkreśla, że wykonałeś wspaniałą pracę i taka jest prawda. ISQ padło przez brak czata i wróciło, bo znów jest na czym się ścigać. Jak to jest być głównym rekonstruktorem ISQ?

Nie uważam się za głównego autora reaktywacji. Faktycznie, technicznie dostarczyłem czat, postawiłem szkielet forum i portalu, ale to inni odpowiadają za to, że mamy pełnowartościową ligę z ośmioma zespołami, trzy pule pytań, system rozgrywek i całą resztę. Fantastycznie rozkręcił się portal. Każdy z nas dołożył jakąś cegiełkę do dzieła zmartwychwstania ISQ. Ja zająłem się tym, co mi nieźle wychodzi i cieszę się, że wykiełkowało z tego jakieś dobro.

Powiedz nam kilka szczegółów odnoście czata. Co mamy nowego, czego twoim zdaniem jeszcze brakuje, a może jest już idealnie?

Idealnie na pewno nie jest, jeszcze jest dużo rzeczy do zrobienia, stopniowo z każdym kolejnym wdrożeniem dodaję coś nowego. Nowością jest system transcriptu, czyli zapis przebiegu meczu na czacie do podejrzenia w przyszłości. Prowadzony jest on z każdego spotkania, a dostęp do niego mają członkowie Zarządu. Jest możliwość wygenerowania jednorazowego dostępu do podglądu z meczu dla chętnego spoza tego szacownego grona, zainteresowanych zapraszam do kontaktu. Aktualnie pracuję nad usprawnieniem wyświetlania wyścigu, myślę o wprowadzeniu oznaczania zawodników wg kolorów kasków, wtedy byliby dużo łatwiejsi do rozróżnienia przez sędziego, do tego automatyczne zliczanie odpowiedzi i limitów, a także podawanie czasu od rozpoczęcia wyścigu, żeby nie trzeba było odejmować i kalkulować w głowie. Planem na dalszą perspektywę jest napisanie algorytmu do automatycznego liczenia literówek, jest to nieco trudniejsze zadanie znając niuanse literówkowe naszego quizu, o które toczone są rozległe spory na forum. Niektórzy quizowicze zgłaszają problem lagów przy dłuższym czasie, jaki minął od wejścia na czat. Mam pewien pomysł jak to zlikwidować, wówczas mam nadzieję zniknie potrzeba relogów ze strony wielu zawodników.

Poświęciłeś nad czatem sporo czasu, ale jesteś na pewno dumny z tego co wykonałeś. Da się oszacować ile warta jest twoja praca nad czatem i jego końcowy rezultat?

Tak naprawdę prace nad czatem zacząłem jeszcze długo przed pandemią, we wrześniu 2019 r. Pewnego wieczora kierowany nostalgią przeglądałem sobie stare screeny wykonane podczas zawodów dawnego ISQ i wpadłem na pomysł, że skoro nie można już postawić ani reaktywować starego czata, to napiszę swój! Wkrótce pierwsza wersja czata była gotowa, dodałem absolutnie podstawowe funkcjonalności, był mechanizm wyścigów i lista użytkowników, wizualnie przypominał poprzednika. Odpaliłem kilka razy, wszystko działało, a mnie się w głowie zapaliła magiczna żarówka, że skoro jest czat, to dlaczego by chłopakom nie zapodać tematu reaktywacji ISQ? Ostatecznie czat trafił do szuflady, ale nie na długo, bo w marcu tego roku zamknięto nas w domach, powstała dzięki temu niebywała szansa i splot okoliczności, dzięki którym quiz mógł się odrodzić. Widząc sukces zwoływanych naprędce sparingów ponownie zajrzałem do szuflady i postanowiłem udostępnić prototyp czata do testowania. Udało się odkryć wiele niedociągnięć, zidentyfikować przyczynę zdarzających się zwiech czata, a także zaimplementować wiele pomysłów zgłaszanych przez quizowiczów. Obecna wersja wizualnie jest podobna do tamtego prototypu, ale technologicznie to przepaść, w zasadzie przepisałem silnik czata od nowa, w oparciu o doświadczenia zebrane podczas testów i Ligi Miast. Ile jest warta taka praca? To dziesiątki godzin, wieczorów i zarwanych nocek, testów, poprawek, wdrożeń. Można to uznać za działalność wybitnie dobroczynną, bo takie rozwiązania kosztują bardzo duże pieniądze. Jeśli ktoś docenia moją pracę i chciałby wesprzeć to dzieło finansowo, to proszę o kontakt, można wpłacać na konto podane na FB.

Nadal obserwujesz co się dzieje w Zarządzie ISQ. Jakie masz wnioski po tym, co się stało po pierwszych kolejkach. Jakie widzisz niedogodności, a może są zmiany na plus?

Wszyscy się uczymy ISQ na nowo, cała machina ligowa dociera się powoli. Zarząd wspaniale ogarnął sprawy organizacyjne i mecze rozgrywane są terminowo, pytania dostarczone na czas, co prawda czasem różnej jakości, ale to przecież zależy od układających, a więc nas samych. Uważam, że w kilku meczach wkradło się przez to trochę niepotrzebnych nerwów i spinek. Jesteśmy o prawię dekadę starsi i powinniśmy mieć więcej dystansu i wyrozumiałości do pytań i rywali. Ciekawym rozwiązaniem jest „wolna amerykanka” w podawaniu obsady biegów nominowanych, co pozwala trenerom naprawdę się wykazać zmysłem taktycznym i przysłowiowym „nosem”. Nie jestem zwolennikiem ZZ, zwłaszcza widząc dużą frekwencję, ale rozumiem przedsezonowe obawy Zarządu co do frekwencji, sam jestem bardzo zaskoczony liczbą osób na meczach, która czasami przekracza 40 dusz.

Kasper to wciąż mocny zawodnik. Startujesz w Dobrych Duszkach. O Ciebie biło się kilka klubów, dlaczego wybrałeś akurat DD?

Jeśli ktoś śledzi moje mariaże klubowe, to zauważył, że w żadnym klubie nie pozostałem dłużej, niż 3 sezony – 2 lata w ER, potem 3 w RS i 3 w BF. Co pewien czas potrzebuję odmiany i spróbowania czegoś nowego, wszak życie krótkie jest, a życie quizowe jeszcze krótsze i, jak pokazuje nasze doświadczenie, może w każdej chwili się skończyć (a także rozpocząć od nowa xD). Miałem wiele ofert, a Magik namawiał mnie jeszcze z 10 lat temu, postanowiłem więc wejść do tej rzeki, zobaczymy czy uda mi się nie utonąć. Atmosfera jest bardzo dobra, klubowi koledzy to bardzo sympatyczni goście, wobec tego jedziemy i dajemy z siebie jak najwięcej.

Jaki cel stawiasz sobie jako quizowicz. W przeszłości byłeś pewniakiem i na pewno dążysz, by punktować w okolicach kompletu.

Zawsze i niezmiennie moim celem jest komplet punktów, niestety teraz jest mi ciężej niż kiedyś, bo wiedza uleciała, a ja nie jestem już tak blisko żużla jak kiedyś. Coraz częściej się łapię na spisywaniu, przynajmniej szybkości ciągle nie brakuje. Mam jednak nadzieję, że nie zawiodę oczekiwań leszczyńskiej generalicji Dobrych Duszków i jakieś punkty będę przywoził, a także służył pomocą mniej doświadczonym kolegom.

Czy masz swoje pomysły na quiz, a może masz jakieś marzenie quizowe, jeśli tak, to jakie?

Wybaczcie nieskromność, ale w quizie zdobyłem chyba wszystko, co było do zdobycia, złota drużynowe, indywidualne, Złote Nicki, Złote Kaski, rekord średniej biegowej. Teraz moim quizowym marzeniem jest spokojna emerytura, spijanie śmietanki i życie z odsetek.

„Mamy się dobrze bawić” – rozmowa z Pirkiem, trenerem White Sox.

White Sox w 3. kolejce sprawiło niespodziankę, pokonując w derbowym spotkaniu Red Sox 46:44. Trener Białych Skarpetek – Pirek – powiedział Portalowi ISQ o tym, jakie stawia cele przed drużyną, jak doszło do tego, że prowadzi White Sox oraz o swoich wspomnieniach z quizu sprzed lat.

Wracamy po latach, jesteś trenerem White Sox, ale to nie jest nowa rola dla Ciebie. Jakie masz wspomnienia z trenerką?

Pirek: Wspomnienia są świetne. Ostatni raz prowadziłem bardzo ciekawą i zgraną drużynę – wielka szkoda, że większość chłopaków nie zdecydowała się na powrót, albo nie mam już z nimi kontaktu. Delikatnie obraz może mi popsuć „dożywotnia” dyskwalifikacja z funkcji, którą nałożono na mnie po finałowym (a jednocześnie debiutanckim) sezonie DeGeneratów.

Trafiłeś do White Sox. Czy taki plan był od początku, czy też może brałeś pod uwagę inne opcje?

Planowo zakładałem ogarnięcie jakiegoś teamu do spółki z Boskim i Styrcem. Maciek szybko dał mi do zrozumienia, że Witek dał nam pozwolenie na wystartowanie pod banderą Soxów. Udało się przekonać dużo starych Skarpet, jak i nowych twarzy, więc możliwe stało się jednoczesne reaktywowanie „Czerwonych” i „Białych”. Wtedy byłem już pewny, że moją powinnością jest odbudowa WS i nawiązanie do dawnych, dobrych tradycji.


Jakie cele stawiasz przed White Sox?

Przede wszystkim mamy się w ISQ dobrze bawić. Nie chcę, żeby Quiz wprowadzał w życie Białych Skarpet niepotrzebne nerwy i napięcia. Tworzymy zgraną ekipę i tak ma zostać do końca. Na ten moment nie jesteśmy czerwoną latarnią ligi i taki stan ma utrzymać się do końca. Jeśli będziemy utrzymywać zaangażowanie i frekwencje – kto wie? Może powalczymy o medal?


Frano chwalił klub za to, że daje pojeździć mniej doświadczonym. Czy to specjalna strategia, czy też może wierzysz w talent Frano?

Jedno i drugie. Od początku zakładałem, że będę dawał szansę nowym twarzom, które właśnie przez WS – niegdyś zaplecze Red Soxów – otrzymają okazję do zadebiutowania i zabłyśnięcia w Quizie. Będzie dla mnie prawdziwą przyjemnością, jeśli uda się dać ISQ kolejnych, wiernych graczy, a im samym ambitną i angażującą rozrywkę na zimowe (i nie tylko) wieczory. Sam Frano ma szansę na ciekawą karierę, musi tylko przełożyć występy z turniejów debiutantów i zaplecza na rozgrywki ligowe. Wierzę w niego i resztę Białych Skarpet. Na pewno nie ograniczę rotowania składem, co daje możliwość startów wszystkim chętnym i dyspozycyjnym. Chciałbym w tym miejscu podziękować Boskiemu i Frano za miłe słowa, skierowane pod moim adresem w ich wypowiedziach na portalu. Liczę, iż moja praca dalej będzie dawała powody do tak szczerych wyrazów uznania, niebędących jedynie kurtuazją.


Jak oceniasz powrót ISQ?

Doskonale, że doszło do Reaktywacji ISQ. Gratuluję sukcesu wszystkim zaangażowanym w budowę czatu (brawo Kasper!) i Zarządowi Ligi, bo to ich zasługa. Cieszę się, iż obsada ligi nie jest kadłubowa – uczestniczy w niej osiem zespołów, często w składach pojawia się ośmiu zawodników. Trenerzy spisali się, przywracając do ISQ większość legendarnych drużyn.

Wiadomo, że nie wszystko funkcjonuje idealnie, pytania mogłyby być lepsze, ale to przecież zależy od nas – graczy. Mam nadzieję, że uda się dopracować wszelkie mankamenty na przestrzeni tego sezonu i w kolejny ruszymy pełną parą: z reklamą i naborem. Pozostaje mi życzyć sobie i reszcie quizowiczów więcej dystansu do samych siebie i tej zabawy, bo szkoda zdrowia na niepotrzebne napinki. „I love this game!”